***CARP FISHING TV*** EDGES VOLUME 5!

***CARP FISHING TV*** EDGES VOLUME 5!


Witam w piątej edycji
Carp Fishing Edges. Na tej płycie mamy pięć filmów, które przedstawiają
różne taktyki i sytuacje. Na początku Tom Maker i Lewis Porter
będą wędkować nad jeziorem Wraysbury. Będą mieli okazję spotkać sławnych mieszkańców tych wód. Razem z Tomem jesteśmy
nad słynnym łowiskiem Wraysbury. Nad nami przelatują samoloty
wylatujące z lotniska Heathrow. Czasem będzie je słychać podczas nagrania. Ale to nic, to nie odstrasza karpi. Realizujemy bardzo ciekawy projekt. Ja nie będę łowił. Będę obserwował podwodne kamery, które zainstalowaliśmy w jeziorze. Łowić będzie Tom. To ekscytujące. Nigdy nie robiłem nic takiego. Nigdy nie łowiłem nad Wraysbury. Jesteśmy zwarci i gotowi. Przedstawię w skrócie nasz plan. Dotarliśmy tu dziś rano
i zainstalowaliśmy podwodne kamery blisko krzaków rosnących na brzegu. Rozrzuciliśmy kilka garści
kukurydzy cukrowej i konopi. Trochę pokruszonych
kulek proteinowych i pelletów. Nieco kulek krylowych. Chcemy, żeby karpie
poczuły się pewnie i zaczęły żerować. A poza tym
chcemy oczyścić tę miejscówkę. Jest tam trochę odpadków. Stare gałązki i szlam w żwirze. Mamy nadzieję, że ryby podpłyną, zaczną żerować przed kamerami i oczyszczą to miejsce,
gdzie Tom zarzuci swój zestaw. Ale to jutro. Jutro rano. Na razie zarzucisz dwie wędki
na otwartą wodę. Nie będzie ich widać na kamerach. Ale będziesz łowił tak,
jak potem przy brzegu. – Prawda?
– Tak. W końcu mamy 20 hektarów wody. Poszukamy jakiejś fajnej miejscówki, zarzucimy tam kilka zestawów,
takich samych, jak te, których użyjemy przy brzegu. Rozrzucimy zanętę
i może złowię dziś rybę. A jutro rano spróbuję złapać coś przed kamerą. Kamery zainstalowaliśmy
kilka godzin temu. Widzieliśmy czasem jakąś rybę. Mamy nadzieję, że po południu zaczną ochoczo żerować
i poczują się pewne siebie. Całą noc
będą mogły żerować bez strachu. Trzymamy kciuki za to, żeby jutro Tom coś złowił. Co chciałbyś złapać
na żywo przed kamerą? Cokolwiek? Na początek – rybę. Nie łowimy maluszków. Pływa tu
14–16 ponad 18-kilogramowych okazów. Król jeziora. King Fungus to chyba jeden
z najbardziej znanych żyjących karpi. Jest też kilka innych. Nigdy nie wiadomo, co uda się złapać. Spróbujemy. Na pewno będzie to ciekawa zasiadka. Nie mogę się doczekać. Będę używał tego zestawu. Na dwóch wędkach na otwartej wodzie i na wędce,
którą zarzucę obok kamery. To przypon 360,
chętnie używany przez wędkarzy. Przeze mnie też. Po pierwsze – gotowo zawiązany
materiał Dark Camo Leadcore Leader z klipsem Lead Clip. Uwalniamy ciężarek, a ryba idzie do góry, z dala
od zaczepów, i możemy ją wylądować. Na końcu mam klips quick change, który pozwala
szybko wymieniać zestawy. Tu mamy Camotex Semi Stiff w kolorze light camo
i o wytrzymałości 25 lb. Na środku duża kulka z pasty,
która przytrzymuje zestaw przy dnie. No i najważniejsze;
krętlik łożyskowany numer 11. Na pętelce, na końcu materiału. To wystarczy, jeśli chodzi o wiązanie tego zestawu. Dalej mamy
haczyk Medium Curve numer 5, który przechodzi
przez oczko krętlika. Pierwszy stoper na haczyku
jest na dole. Odstęp między oczkiem haczyka a pierwszym stoperem
zapewnia zestawowi swobodę ruchu. Tutaj mam krętlik mikro,
na którym umocowałem przynętę. Krętlik przytrzymuje w miejscu
kolejny stoper. Ten zestaw często jest krytykowany. Mówi się, że jest niebezpieczny. Wystarczy nałożyć na oczko haczyka
kawałek rurki termokurczliwej. Dzięki temu unikniemy problemów,
kiedy ryba trafia do podbieraka. O nic się nie zahaczy. Kiedy podbieramy rybę, staramy się,
żeby cała trafiła do podbieraka i żeby była na jego dnie, kiedy przenosimy ją do wody. Jeśli coś złapię,
pokażę, jak to robić. Uwalniam rybę z haczyka
i przenoszę ją na matę. Mam nadzieję,
że będę mógł to zademonstrować. Zaczyna się robić ciekawie. Wczoraj rozrzuciliśmy zanętę
przed kamerami, żeby ryby poczuły się pewnie i żeby oczyściły miejscówkę
z odpadków. Ryby pojawiły się
wczoraj po południu. Naliczyliśmy ich 20. W tym trzy wspaniałe okazy, między innymi rybę
nazywaną King Fungus. Podobno waży on około 20–23 kilo.
To wyjątkowa ryba. Wczoraj żerowała przed kamerami.
Nie zarzuciliśmy żadnych wędek. Wcinała kryl z robakami. Tom je rozrzucił. Oparliśmy się
pokusie łowienia wczoraj. Stwierdziliśmy,
że najlepiej pozwolić im żerować dalej, nie zarzucając wędki. Że lepiej nie przeszkadzać im w nocy,
tylko zarzucić wędkę rano. I to właśnie zrobiliśmy. Mamy dwa ekrany, dwie kamery. Jedna pokazuje więcej jeziora, a druga – zestaw i przynętę. Mamy nadzieję, że dzisiaj niektóre ryby wrócą, żeby tu żerować. Wczoraj wieczorem zjadły całą rozrzuconą wcześniej zanętę. Znowu rozrzuciliśmy
trochę zanęty Bloodworm Pellets, krylowe kulki proteinowe w całości
i pokruszone, i krylowe pellety. Wczoraj wieczorem
rozrzuciliśmy mnóstwo zanęty, jakieś 10 czy 15 kilo. Dziś rano włączyliśmy kamery. Zostało jeszcze trochę zanęty. Ale co i rusz podpływa jakaś ryba.
Zaczynają żerować. W miarę upływu czasu
będzie robiło się cieplej, więc pewnie pojawi się więcej ryb. Łowimy przy brzegu.
Zestaw jest już w wodzie. Zaprezentowany
zgodnie z metodą linki na pranie. Linki idą nad powierzchnią wody aż do podpórki, a potem przypon wiodący
schodzi do wody blisko brzegu, z zestawem. Więc linka
nie przechodzi przez łowisko. Łowimy bardzo blisko brzegu, więc chcemy, żeby jak najmniej linki
było w wodzie. To da nam większe szanse na złowienie wyjątkowego okazu. Widzieliśmy wczoraj przed kamerą
ryby zwane Paw Print i King Fungus, a także kilka innych perełek. Mamy nadzieję, że wrócą dzisiaj. Tom przygotował dla nich
różową kulkę pop-up Signature. Jest ryba, żeruje. Jest ryba, żeruje. No, dalej. Nie spodobało jej się, odpływa. Zbliża się ryba. Zjada zanętę. Odpłynęła. Była tak blisko zestawu! Tak blisko! Przypon 360 Toma
prezentuje się znakomicie. Haczyk jest
idealnie ustawiony na krętliku. Kulka pop-up jest świetnie wyważona. W sam raz, żeby ugryźć. Jak tylko jakaś ryba się pojawi, na pewno skieruje się
wprost na pop-upa. Nie będzie miała szans. Zbliżają się dwie ryby. A nawet trzy. Jest coraz lepiej. Tego nam było trzeba – paru ryb. Jedna sobie popatrzyła i odpłynęła. Hej, chłopaki, spójrzcie na to. Myślicie, że to bezpieczne? Jak tam? Pływają nieco dalej, chyba za tym pieńkiem. Ale teraz podpływają trzy ryby, a nie jedna. Więc jest ich coraz więcej. Może taka rywalizacja sprawi, że któraś połknie haczyk. Jesteś już na parkiecie. I to w swoim najlepszym stroju.
Więc to tylko kwestia czasu. Póki jesteśmy na parkiecie, walczymy. Widzę rybę. Dalej! No dalej, połykaj kulkę. Spojrzała na nią.
Ale okazała się sprytniejsza. Podpływają, zjadają trochę zanęty i odpływają. Muszą poczuć się pewniej. Płynie prosto do przynęty.
Jest blisko. Żeruje wokół przynęty. Stoję nad tą wędką. Była tuż nad haczykiem. Kolejna właśnie się pojawiła. To ta sama ryba czy różne? Ostatnio pojawiło się parę nowych. Tak myślę. Ale na razie
nie widać tych większych. One wychodzą na parkiet
dopiero późnym wieczorem. Pewniej łatwiej byłoby
złapać je na kebab niż na różowego pop-upa. Taki pop-up to nie wata cukrowa. Dobra, trzy ryby żerują. Bądź w gotowości. Cztery ryby. Wiem, co się stanie. Zaraz tam wejdę. To takie emocje, że zaraz to zrobię. Pewnie woda
sięgałaby mi powyżej głowy. Chciałbym móc to oglądać. Wolałbym to oglądać niż łowić. Tak natarczywe jeszcze nie były. Trzy ryby
naprawdę wzięły się za jedzenie. Jest jedna. No, dalej. Jest blisko. Bliziutko. Dobra rybka. Tu też jest jedna. No, dalej! Jeszcze trochę. Och! Niech któraś tu wróci! Nadal tam są? Wspaniałe nagrania.
Szkoda, że nie udało się nic złowić. Są jeszcze w pobliżu czy odpłynęły? Są nieco dalej. Żerują tam. To już długo nie potrwa, niedługo zaczną
rywalizować o jedzenie. No dobra. Ładny lampas! Co to ma znaczyć? No dalej! Woda jest coraz bardziej mętna.
Ryby ją mącą. Widoczność nie jest już tak dobra. Ale zaraz coś na pewno się złapie. Haczyk je wystraszył? Były dwie ryby po obu jego stronach. Nie. Żadna nie przestraszyła się haczyka? Jeszcze tam są? Nieco dalej. Ale były już blisko. Ruszały zestaw płetwami. Haczyk przesunął się
w stronę patyka. Zobaczymy, czy to przeszkodzi w działaniu zestawu. Poczekamy i zobaczymy,
czy ryba się złapie i czy zestaw może się ruszać. Nigdy nie wiadomo, jak to wygląda. To prawda. Trzeba po prostu czekać. Nie można tego ruszać. Czasem, jeśli coś jest zbyt idealne, masz wątpliwości. Można z wędkami robić, co się chce. Normalnie trzeba by je zarzucić. Myślę, że w połowie przypadków prezentacja zestawu nie ma znaczenia. Jeśli ryby
rywalizują między sobą o jedzenie, jedzą to, co jest przed nimi. To tylko pokazuje, że od razu tego nie chwycą. Jak często podczas łowienia
zdarza się coś takiego? Pewnie bardzo często. Pewnie sporo ryb złapałem
na splątany zestaw. Dlatego czasem lepiej mieć
trzy wędki w jednym miejscu, bo ten zestaw zaplątał się w gałązkę. Gdybym miał dwa inne, a jeden z nich
prezentowałby się idealnie, to pewnie na ten coś by się złapało. Nie wiem. Jest ryba, bardzo blisko. Ach! To chyba pierwszy raz,
kiedy tak cię wykiwano. Połknęła przynętę? Dotknęła jej wargami,
a potem odpłynęła. Powinienem bardziej się wczuwać? O nie! Jak Mozzer. Przestańmy nagrywać. Jedna żeruje tuż obok! Szykuj się. Widzę okaz zwany Old Split Peck. Gruba, nie? Przygotuj się, mamy go. Niezła rybka.
Widzę, że ma chętkę na przynętę. Patrzy się na nią. Zaraz dostanę nerwicy. W końcu coś się musi złapać.
Jak się uda, będzie wspaniale. Dotyka płetwą haczyka. Jest tak blisko! Trudno nie czuć ekscytacji. Jeśli nie jesteś podekscytowany,
coś jest z tobą nie tak. Nie mógłbym zawsze tak łowić. Nie chciałbym zawsze wiedzieć,
co się dzieje pod wodą. Jest nieźle. Zbliża się ryba. Musnęła przynętę płetwą piersiową.
. Co? Jej Darrell przesuwa przynętę? Tak, jej Darrell dotyka przynęty. To jak łowienie powierzchniowe. Patrzysz na nie i zastanawiasz się. Jeśli spróbujesz je złapać, zawsze popłyną w inną stronę,
niż miały popłynąć. Honey G, odbiór. Spoko. Połknęła! Szybko! No, dalej! Jest na otwartej wodzie. Idzie. Jezu! Nie płyń w te wodorosty! Nie płyń tam. O Boże. Na tej plecionce wszystko czuć. Każde szarpnięcie głową. Każdy ruch. Oddam jej trochę linki. Wpłynęła za tę wielką kępę wodorostów
przy powierzchni. O coś się ociera. Jest w wodorostach. Utknęła tam. Nie wyjdzie. Utknęła na amen. Ryba złapała się przy dnie. Wszystko poszło zgodnie z planem. Ciężarek się odczepił,
ryba znalazła się daleko od zaczepu. Teraz walczymy
na otwartej przestrzeni. Wokół woda jest głęboka
na jakieś pięć, pięć i pół metra. W niektórych miejscach wodorosty
sięgają od dna do powierzchni. Ryba wpłynęła w bardzo gęstą kępę. Od jakichś 20 minut
siedzi w tej kępie wodorostów. Próbowałem oddać jej linki,
ale nie rusza się. Musimy założyć kamizelki ratunkowe, wskoczyć do łódki i podpłynąć tak,
żeby znaleźć się nad rybą. Może uda się ją wyciągnąć. Dobra, wkładamy kamizelki i ruszamy. Popłynęła prosto między wodorosty.
Nie mogłem jej powstrzymać. Słyszałem. Jest w tej gęstwinie. W jedynych wodorostach
dochodzących do powierzchni, więc wiedziała, gdzie płynąć. Wskakuj. Nie przewróć łódki. Rządca mówił,
że w wodorostach jest dużo mięczaków. Za to w łódce są sami twardziele. Urwała się. Jak widać. Ciężarek się odczepił,
wszystko poszło w górę. Przecięte. Takie życie. Takie życie, Lewis. Wysiadaj. Jakbym jeszcze wpadł do wody,
to by była wisienka na torcie. Potrzymam ci wędkę. Wdrapuję się na brzeg. Harry. Ciężarek się odczepił. Kiedy znaleźliśmy się nad zestawem,
łatwo dał się wyciągnąć. Udało jej się uciec. Zostawiła tylko linkę
zaplątaną w wodorostach. Udanych wakacji! No i proszę. To tylko garść wodorostów, którą udało mi się chwycić z brzegu. Od razu widać,
czemu ryba się urwała, dlaczego udało jej się
zerwać przypon. To była plecionka w otulinie
o wytrzymałości 25 lb. Tu są tony wodorostów. A na nich tony racicznic zmiennych. Niestety w tym wypadku ryba wygrała. Wracamy do punktu wyjścia. Odkąd straciliśmy tamtą rybę, ryby praktycznie
przestały się pojawiać. Dowiedzieliśmy się też,
że jedną z ryb, które wczoraj wieczorem
zaobserwowały kamery, złowiono prawie 500 metrów dalej,
na drugim końcu jeziora. To chyba wszystko wyjaśnia. W zatoce pojawia się dużo mniej ryb, odkąd wypłynęliśmy łódką. Tak to już jest z łowieniem karpi. Nie mamy tygodni,
żeby próbować z powrotem je tu zwabić i sprawić, żeby poczuły się pewnie. Mamy ograniczony czas. Dlatego pakujemy się, bierzemy wędki
i idziemy szukać innego miejsca. Mam nadzieję,
że znajdziemy tu dobre miejsce, zainstalujemy kamery i coś złowimy. Uwaga na podpórkę. Nie pod łódkę! Nie pod łódkę! Jest wczesny ranek. Przenieśliśmy się wczoraj
z północnego jeziora nad południowe, które jest po drugiej stronie drogi. Mamy tu podobne problemy. Jest mnóstwo wodorostów,
ale są też niezarośnięte miejsca. Sprawdziłem miejsce wokół ciężarka. Znalazłem niedaleko
niezarośniętą miejscówkę. Nie chcę za daleko łowić
w tych wodorostach. Rozrzuciłem
10 czy 12 rakiet z zanętą. Przynęta neutralnie wyważona
z ziarnem kukurydzy na górze. Wszędzie używam takiego zestawu. W nocy złowiłem parę ryb. Mamy wczesny ranek.
Kilka ryb powoli zaczyna żerować. Fajnie byłoby zarzucić ten zestaw przed kamerą
i zobaczyć reakcje. To już piąta czy szósta ryba. Ciekawe, czy ten zestaw działa tak samo jak przypon 360,
czy też od razu je zacina. Możesz to zrobić, jeśli chcesz.
Będę wdzięczny. Och. Ciężarek się odczepił. Wyszła z wodorostów. Nie zdejmuj kaptura,
żeby nie widziała twojej twarzy. To chyba Mary. Wyglądała jak Mary.
Widziałem ją tylko chwilkę. Zadzwoń do Pete’a.
On będzie wiedział. Tak! To Mary. No, wskakuj. Tylko jej nie strać. Przecież nie będę jej tym dźgał. W ciągu ostatnich 28 lat
złapano ją tylko trzy razy. Nie strać jej. Właź do siatki. O nie! Złapałem tylko to… Zestaw. To najgorsze wędkarstwo,
jakie widziałem. Widzowie,
nigdy nie widziałem nic gorszego. Złapał do podbieraka haczyk. Brak mi słów. Czekałem na tę rybę latami. Nie mogłem podnieść podbieraka. Masakra. Łowię z nim raz na dziewięć lat
i przez niego tracę Mary. Ta ryba
praktycznie była w podbieraku. To było okropne. Trzeba to wyciąć, to było straszne. Nie wiem, co powiedzieć. Nigdy w życiu
nie widziałem czegoś takiego. Będę siedział tutaj z wami
cały dzień. Nie obwiniaj mnie. A kogo mam obwiniać? Kogo ty byś obwiniał, Lee? Kto miał podebrać rybę? Od teraz ja będę je podbierał. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Nigdy mi się to nie zdarzyło. A łowię karpie od lat. Nigdy nie widziałem,
jak ktoś używa podbieraka o długości 106 centymetrów
jako wypychacza. To nie tak… Matrix powinien
coś takiego wypuścić na rynek. Wypychacz o długości 106 centymetrów.
Szybszy niż plastikowe. Kolejna ryba. Znowu weszła między wodorosty. Na szczęście ciężarek się odczepił,
ryba jest przy powierzchni. Podejdę trochę.
Mam nadzieję, że nie wpadnę do wody. I że uda mi się ją podebrać.
To ładny okaz. Wchodzimy. Oto kolejny karp
z południowego jeziora Wraysbury. Piękny lustrzeń. Prawie osiem kilo. Złapałem już kilka ryb. W podbieraku jest kolejna,
zaraz ją pokażę. Jest tak samo wspaniała. Strasznie podoba im się
ta miejscówka. Mam nadzieję,
że tak samo będą się zachowywać przed kamerą. Intensywnie żerują. Ryba była świetnie zacięta. Mam nadzieję,
że tak samo będzie przed kamerą. Zarzucę ten sam zestaw i zobaczymy, jak to będzie. Wspaniały karp, prawda? Ryby w tym jeziorze
to wyjątkowe okazy. Wszystkie wpuszczono
podczas zarybiania. Za kilka lat będą bardzo duże. Ludzie będą tu dla nich przyjeżdżać. Wszystkie ryby, które złowiliśmy,
były wspaniałe. Ta waży siedem, osiem kilo. Jest podobnej wielkości,
jak ta poprzednia ryba. Piękny, czarny lampas. Wypuszczę go.
Mam nadzieję, że jeszcze coś złowię. Tak wygląda zestaw,
którego używam na dwóch kijach
zarzuconych na otwartą wodę i na tym przed kamerą. Nie ma sensu
dalej używać przyponu 360. Pewnie każdy by się zgodził. To było przykre. Kiedy pierwsza ryba
natknęła się na zestaw, haczyk zadziałał tak, jak powinien: zakręcił się na krętliku i ciach!
Prosto w dolną wargę. Ryba była zacięta. Przejdźmy do drugiego zestawu. Bardzo często go używam. To zestaw z przynętą neutralnie
wyważoną i węzłem bez węzła. Mam jasny materiał Camotex Semi Stiff
o wytrzymałości 25 lb. W miejscu utrzymuje go kulka z pasty. Na końcu mam haczyk
Wide Gape Straight Point numer 5. Używam haczyków bezzadziorowych
albo z zadziorem. Nie jestem wybredny. Ten akurat jest bezzadziorowy. Fragment silikonu przytrzymuje włos. No i najważniejsze: krylowa przynęta neutralnie wyważona
i ziarno plastikowej kukurydzy. Jedno jest ważne przy tym zestawie. Wiele osób, łowiąc
z neutralnie wyważoną przynętą, łowi z haczykiem
leżącym płasko na dnie. Ja tego nie lubię. Wolę, jak haczyk dumnie stoi na dnie. Dlatego robię małą nacięcie
tuż za okiem haczyka. To daje mu ruchomość. W teorii, kiedy zarzucę ten zestaw… Często to testowałem, więc wiem, na ile przyciąć pop-upa, to znaczy – ile odciąć z przynęty,
żeby to wyważyć. W rezultacie zestaw
tak się ułoży, że haczyk będzie pływał tuż nad dnem,
w ten sposób. Tutaj mam małą pętelkę. Umieszczam na niej klips,
na którym mocuję ciężarek. Identyczny miałem wcześniej. Tylko teraz mam nieco większy
ciężarek Cling On, bo łowię na dystans i nie chcę ruszać przynęty,
jak już ją dobrze umiejscowię. A tak możemy od razu łowić. Teraz omówię zanętę. Na tym jeziorze
używam bardzo prostej mieszanki. Nie jest zbyt kolorowa. Składa się głównie z pelletów. Ryby z tego jeziora są dość młode, są tu od niedawna
i wychowały się na pelletach. Bez sensu byłoby dawać im coś innego niż pellety
i parę kulek proteinowych. Podstawa mieszanki
to kilka garści konopi i nieco oleju konopnego, który nawilża mieszankę. 2,3 mililitra Bloodworm Pellets
i 2,3 mililitra Manilla Pellets. Mieszkam to wszystko razem. Używam małych pelletów, bo te ryby się na nich wychowały. Mniejsze pellety wpadną w szczeliny kamieni na żwirze, nad którym łowię. Dzięki temu ryby będą dłużej żerować. Bloodworm Pellets barwią wodę na czerwono,
co przyciąga ryby. Dorzuciłem kilka kilogramów
pelletów Manilla. Niektóre w całości,
ale sporo jest pokruszonych. One też przyciągają ryby.
Są w różnych rozmiarach, więc mogę różnicować
przynęty na haczyku. To w zasadzie wszystko,
jeśli chodzi o mieszankę. Żeby dodać trochę płynu, dolewam pół butelki
Cloudy Manilla Liquid. Dzięki temu pellety
nie rozsypują się, przed wyrzuceniem ich rakietą. Nie chcę, żeby nabrały za dużo wody, więc rozrzucam taką papkę. Chcę, żeby pellety
w całości spadły na dno. Zanim wyrzucę je rakietą, biorę garść zanęty
i ściskam ją w dłoni. Dzięki temu spadnie ona na dno
prawie jak kulka zanęty. Wyląduje na dnie w dużej bryłce. Ryby przypłyną i zaczną ją rozrywać. Dzięki temu zanęta
długo będzie dla nich interesująca. To trochę inna mieszanka niż ta, której używałem
nad jeziorem północnym. W Wraysbury było dużo ryb,
które były tu od początku, dużo starych ryb, jak King Fungus. Teraz przebywają one
po północnej stronie jeziora. I tam właśnie łowiliśmy.
Używałem tam kryla. Kiedy testowano kryla, stosowano go dużo na tym łowisku.
Te ryby poznały kryla. Fungus zjadał go ze smakiem, więc nadal go pamięta. Mam branie. Więc muszę przerwać. Ryba jest przy powierzchni. Siedzę tu jak idiota,
muszę wstać i się skupić. Ręka mi się klei od Manilla Liquid, Ale będę holował tę rybę. Spójrzmy na jezioro. Widać, że jest zarośnięte wodorostami
i dość głębokie. Wodorosty sięgają
od dna do powierzchni. W niektórych miejscach
mają około czterech metrów. Nad takimi łowiskami nie łowi się z lekkim kijem,
cienką linką i małym haczykiem. Gdybym tak robił, straciłbym pewnie wszystkie ryby. Potrzebny jest solidny sprzęt.
Łowię tylko na odległość 55 metrów. Mam wędkę Horizon X
o krzywej ugięcia 3,5 lb. Na kołowrotku mam materiał Exocet
o wytrzymałości 20 lb. Solidny sprzęt.
Bez przyponu wiodącego. Mam tylko Leadcore Leader. Używam klipsa Lead Clip,
żeby ciężarek mógł się uwolnić. Dzięki temu ryba
znajdzie się bliżej powierzchni. W zestawie – materiał o wytrzymałości
25 lb i haczyk nr 5 albo 6. To porządny kawałek metalu. Jak już ryba połknie haczyk,
nie chcę jej stracić. Często, łowiąc pośród wodorostów,
ludzie popełniają błąd i zostawiają luźną linkę. I tak trudno coś wyczuć, łowiąc między wodorostami, więc tym bardziej
nie łowimy na luźną linkę. Kiedy ryba wejdzie między wodorosty, ludzie panikują i luzują linkę. Wezmę podbierak,
bo ryba jest już blisko. Chyba jest tam. Bardzo często widzę, że gdy ryba wpływa między wodorosty,
wędkarze luzują linkę. To najgorsze, co można zrobić. Jeśli przy napiętej lince ryba
będzie się ruszać, może się uwolni. Tu mamy sporą kępę wodorostów, ale utrzymuję lekkie napięcie linki. Czasem kępa wodorostów
może działać na naszą korzyść. Jeśli ryba jest otoczona wodorostami, nie wie, co się dzieje,
aż jest już za późno. Widać, że jest całkiem wyluzowana. Jeszcze się nie zorientowała,
co się dzieje. Trzeba umieścić w podbieraku
rybę i wszystkie wodorosty. Wyciągasz go, wyjmujesz wodorosty. I odsłaniasz nagrodę.
Zaraz to zrobię. No i proszę. Teraz wie, co się stało,
ale jest już za późno. Kolejny okaz
z południowego jeziora Wraysbury. Koledzy oglądają obraz
z podwodnych kamer. Mówią, że niewiele się dzieje. Kilka karpi przepłynęło obok, ale żaden się nie zainteresował. Zrobiło się gorąco. Tam, gdzie łowię, jest parę ryb,
bo zapach zanęty je przyciąga. Pływają między wodorostami. I ciągle mamy branie z dna. Miejmy nadzieję,
że ryby podpłyną trochę dalej. I zaczną żerować przed kamerą. Ale na razie trochę sobie połowię. Dzień dobry. Wspaniały początek dnia. To piękny lustrzeń
o wadze 9,4 kilograma. Niestety wczoraj i dziś rano ryby nie pojawiały się przed kamerą. Naprawdę szkoda, bo chciałbym zobaczyć, jak reagują na przynętę neutralnie wyważoną. Tę złowiłem w ten sposób
na otwartej wodzie. Regularnie rozrzucam tam mieszankę
za pomocą rakiety. Szkoda,
że tutaj też tak się nie dzieje. Ale nagrania z jeziora północnego są fantastyczne. Wypuszczę teraz tę rybę, spakuję się i wracam do domu. Ekscytujący film.
Można było dużo się nauczyć. Tom Maker jak zwykle
świetnie się spisał. Firmley to miejsce
bliskie mojemu sercu. Jezioro Pit 3 w tym kompleksie ma chyba największą w kraju
populację dużych karpi pełnołuskich. Lee „Mozza” Morris
odbył wspaniałą zasiadkę nad pobliskim jeziorem Pit 4,
gdzie wędkuje się nieco trudniej. Na szczęście dla nas zabrał ze sobą kamerę
i wszystko nam opowie. Łowię na jeziorze Pit 4
w kompleksie Firmley. Sporo słyszałem o tym miejscu. To prawdziwe wyzwanie,
tylko dla odważnych. Według mnie nie ma nic lepszego niż ciężko walczyć o złowienie ryby. To zabrzmi dziwnie, ale lubię, kiedy łowisko skopie mi trochę tyłek. Wtedy lepiej łowię. Najczęściej łowię
na klubowych łowiskach. Lubię to robić, bo często jest tam spokojnie. Zwykle łowię w niedziele
i w poniedziałki w nocy. Często mam
całe łowisko tylko dla siebie. Mogę się skupić na łowieniu. Kiedyś próbowałem
złowić pewną rybę. Ale obiecałem sobie, że z tym koniec.
Na przykład ryba Nutsey… Oszalałem na jej punkcie.
W końcu ją złapałem. To była ogromna ryba. Obiecałem sobie, że więcej nie będę
próbował złowić konkretnej ryby. Teraz chodzi mi tylko
o złowienie pięknych okazów. Nie liczy się tak bardzo waga
ani to, jaka nazywa się ta ryba. Ważne jest, jak wygląda.
Chcę łapać ładne karpie pełnołuskie. Chcę, złowić piękne okazy. Jezioro ma ponad 100 tyś. m².
Jest tu około 100 ryb. Jest ich tu trochę, ale czasem trudno je złapać, bo jest sporo wodorostów. Członkowie klubu często mówią, że jest tu jak na dużym boisku. Trudno dobrze trafić. W ogóle trudno się łowi. Ale w tym roku mam szczęście,
bo nie ma wodorostów. Prawie w ogóle. Znalazłem dużo dobrych miejscówek. Dobrze mi idzie. Wodorosty mi nie przeszkadzają. Kupiłem bilet na początku kwietnia.
Przez pierwsze trzy tygodnie praca nie pozwoliła mi tu przyjechać. Ale zaplanowałem moją zasiadkę. Przyjechałem tu w weekend, to był 17 kwietnia. Chciałem zbadać teren, ale były tu tłumy. Było pełno ludzi. Kiepsko szło im wędkowanie przez pierwsze trzy tygodnie. Jeden koniec jeziora
to tak zwany Kącik Bezkarpiowy. Nikogo tam nie było. To łowisko
najbardziej oddalone od parkingu. Stwierdziłem,
że na początek wystarczy. Ale nie mogłem znaleźć tam
żadnego dobrego miejsca. Postanowiłem sam
je stworzyć. Rozrzuciłem pełno kulek proteinowych
w miejscu, gdzie było mniej wodorostów. Zrobiłem to w sobotę. W niedzielę wróciłem
i znowu rozrzuciłem kulki. Chciałem łowić nocą
w poniedziałek i wtorek. Kiedy przyszedłem tu
koło 11.00 rano, na parkingu był jeden samochód. Ucieszyłem się,
że prawie wszyscy odjechali. Zacząłem przewozić sprzęt na drugi koniec jeziora. Patrzę, a tam koleś
łowi w moim miejscu. Nie wiedział,
że zanęcałem to miejsce. Po prostu zobaczył tam ryby
i je wybrał. Stwierdziłem, że wrócę później. Poszedłem jednym brzegiem do dużego łowiska zwanego „Barbecue”. Zarzuciłem wędkę i słyszę uderzenie. Zestaw wylądował na żwirze. Rozejrzałem się, żeby zobaczyć,
czy koleś czasem tego nie słyszał. To niewiarygodne, bo wcześniej nie mogłem
znaleźć dobrego miejsca. Myślałem, że będzie ciężko, a od razu znalazłem
świetną miejscówkę. Założyłem żyłkę na klips,
znowu zarzuciłem wędkę. Trafiłem na glony nitkowate. To było idealne miejsce. Mogłem tam zarzucić dwie wędki. To był dystans około 18 nawojów. Chciałem zarzucić kolejną wędkę, a tu nagle karp pełnołuski
wyskakuje z wody. Stwierdziłem,
że to też świetne miejsce. Nie sprawdzałem tam już dna,
bo zobaczyłem rybę. Zamocowałem tylko Hinged Stiff Rig,
dość elastyczny. Miałem zarzucone wszystkie wędki. Podszedł do mnie inny członek klubu i spytał,
czy to moja pierwsza zasiadka. Zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział,
że w zeszłym roku dużo tu łowił. Spytałem, co złapał. Odpowiedział,
że przez cały rok nic nie złowił. I rok wcześniej też nie. Pomyślałem, że to dziwne. Ale kilka lat
bez złowienia żadnej ryby? To podłamałoby każdego. Około 4.00 rano miałem świetne branie. Mój środkowy kij
praktycznie odleciał. Zerwałem się z łóżka. Byłem na nogach, zanim śpiwór spadł na łóżko. Wkładam buty, podbiegam. Biegnę do wędki. Kołowrotek
kręcił się strasznie szybko. Jeszcze było dość ciemno. Widziałem kołowrotek,
bo używam fluorocarbonu. Widziałem
wyładowania elektryczne, iskry. I słyszałem je. Chwyciłem kij. Nigdy nie miałem podobnego brania. Zacząłem się śmiać, dostałem zastrzyk adrenaliny. Wcisnąłem na siebie wodery. Udało mi się
przyciągnąć rybę nieco bliżej. A dalej to już wiadomo. Nie było jakiejś wspaniałej walki. Ja ją ciągnąłem, a ona po tej szalonej ucieczce szybko się zmęczyła. Czyli już pierwszej nocy
złapałem rybę. Niewiarygodne. Właśnie świtało, ptaki śpiewały. Poczułem, że życie jest cudowne. To był piękny karp pełnołuski
o wadze 15,4 kilograma. Byłem zachwycony. Dzień wcześniej ten gość mówił,
że przez dwa lata nic nie złowił. A ja złapałem rybę pierwszej nocy. Kiedy tu przyjechałem, chciałem na początku
rozrzucić zanętę. Tutejsze ryby lubią zanętę. Mówili mi to członkowie klubu,
którzy kiedyś tu łowili. Wszyscy mówili, żeby rozrzucić jak najwięcej zanęty. I tak właśnie robię. Rozrzucam pełno zanęty. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to dlatego, że mam ją za darmo. Ale kiedy musiałem za nią płacić,
też tak robiłem. Wydawałem ostatnie grosze na zanętę. Jeśli ryba zacznie żerować, najczęściej się złapie. To mój sposób. Czasem dodaję też dużo konopi. Używam konopi Hull Particle. Dodaję do tego ślimaki. Jest też wersja z konopiami i chili. Zanęta Switch świetnie pasuje
do konopi i chili. Też dużo jej używam. Następnym razem
zaplanowałem 48-godzinną zasiadkę. Ale muszę przyznać,
że źle się do tego zabrałem. Złowiłem tę rybę w łowisku „Barbecue” i nie chciało mi się już
chodzić i wypatrywać ryb. Wróciłem do tamtego łowiska i przez dwie doby
nie zauważyłem żadnej ryby. Nie przygotowałem się. Łowiłem tam tylko dlatego, że złapałem tam rybę
tydzień wcześniej. Stwierdziłem,
że na początek wystarczy, ale nic nie złowiłem. Potem nadszedł czas
mojego wyjazdu nad jezioro Rainbow To zajmuje mi cały miesiąc. Przez tydzień się przygotowuję, jestem tam przez dwa tygodnie, a potem przez tydzień
próbuję ogarnąć wszystko po powrocie. Tak więc przez cały maj nie mogłem tu łowić,
a to był akurat sezon. Dostałem SMS-a od kolegi, że jeden koleś złowił trzy ryby, drugi dwa, a kolejny jedną. A ja na jeziorze Rainbow
nie mogłem wtedy nic złapać. A tutaj łowili pełno ryb. Ale wszystko dobrze się skończyło. W Rainbow złowiłem rybę moich marzeń. Fantastycznego karpia
o wadze 32,2 kilograma. Nigdy tego nie zapomnę. No dobra. Znowu mam branie na tę wędkę. To ostatni dzień, piątek. O nie, tam jest drzewo. To moja ostatnia szansa. Mam nadzieję,
że na końcu jest jakaś porządna ryba. Czekam na podbierak. No, łódeczko, płyń szybciej. Jestem podekscytowany.
Jesteśmy blisko. Dalej, łódeczko! Nieźle, nurkuje pod łódką. Widziałem ją. To stary duży lustrzeń. Boję się, kiedy je widzę. Chodźmy tędy. O Boże, to Thousand Scale. O Boże, to Thousand Scale! Ożeż! O Boże. O Boże, o Boże. No, dalej, proszę. Proszę, proszę. Właź do podbieraka. Właź do środka! Tak! O kurczę. To ogromny okaz. Nieźle. Nie wierzę. O Boże. O Boże. O Boże. *** Mam Thousand Scale! Waży ponad 32 kilogramy. Trochę więcej, ale to już nieważne. Jestem zachwycony. To niewiarygodne. Nigdy wcześniej nie brakło mi słów.
Ale to wspaniały okaz. Dziękuję, Rainbow,
za tę wspaniałą rybę. Przepiękny okaz. Kiedy wróciłem znad jeziora Rainbow, byłem zachwycony. Chciałem znowu szukać ryb. Wjeżdżam na parking. Zaraz za wyjściem z parkingu, jest miejsce,
skąd widać większość jeziora. I widzę kilka ryb tuż przede mną,
w odległości około 15 metrów. Widzę dwie ryby, obserwuję je. I widzę nagle grupkę karpi, które przypłynęły zza wyspy. Dołączyły do tych dwóch ryb. A potem podpłynęła
kolejna grupka. Obserwowałem je. Pływały sobie wzdłuż wyspy. A druga grupa pływała
w przeciwnym kierunku, z daleka od wyspy. Więc jedna grupa płynęła z lewej, a druga z prawej strony. Zastanawiałem się, jak najlepiej je złowić. Jeden z członków klubu, Tom, podszedł i powiedział, że jestem pierwszy, więc decyduję, gdzie łowię. Powiedziałem, że pójdę nad łowisko zwane „Sekretnym Łowiskiem”. Tom zdecydował się na łowisko,
nad którym staliśmy. Wstałem wczesnym rankiem. Patrzę, a tu kaczki i inne ptaki nurkują sobie dookoła. Zestresowałem się. Nie wyglądało to dobrze. Wtedy na środkowym kiju linka zaczęła powoli się rozwijać.
Pomyślałem, że ptak się zaczepił. Nagle ptaki oszalały, a linka wystrzeliła
na środek jeziora. A potem znowu powoli
zaczęła się rozwijać. Byłem pewien, że złapałem kaczkę. Ale okazało się, że to ryba. Zaczęła wyciągać linkę. Pomyślałem, że to na pewno karp. To nie była ciężka walka. Taka, jak zwykle z karpiami.
Ryba trafiła do podbieraka. Złapałem Kinky Back Fully. To nie była najstarsza ryba z Pit 4. Ale jedna z najstarszych
w tym kompleksie. Ucieszyłem się, że ją złapałem. Ważyła ze 12 kilo.
Mój pierwszy lustrzeń z tego jeziora. Z powrotem zarzuciłem wędkę, na prawo od wyspy. Rozrzuciłem zanętę
też obok drugiej wędki. Rozrzuciłem jej naprawdę dużo. Dużo kulek proteinowych. Koło 4.00 rano miałem branie na lewą wędkę. Podbiegłem, chwyciłem ją. Znowu nie była to heroiczna walka. Ale ryba była dość uparta, najpierw ruszyła w lewo. Włożyłem wodery i udało mi się ją podebrać. To był okaz zwany White Tips.
Ważył 15 kilo. Taka podwójna zdobycz
na pierwszej zasiadce po powrocie to coś wspaniałego. Podobno White Tips to jedna
z najwspanialszych ryb tego łowiska. A przynajmniej
często z nimi przebywa. Wróciłem do namiotu,
wstawiłem wodę na herbatę. Znowu branie na lewej wędce. Przed przyjazdem postanowiłem sobie,
że chcę złapać trzy ryby. Wiedziałem, że będzie ciężko.
A tu trzecia ryba podczas mojej trzeciej zasiadki. Byłem w siódmym niebie. Wyglądała na spory okaz. Karp pełnołuski
typowy dla jeziora Pit 4. Jest tu dużo pięknych okazów. Nigdy takich nie widziałem. Ta ryba ważyła 16,3 kilograma,
więc byłem zachwycony. Testowaliśmy wtedy
nowe haczyki Edges. Haczyki Stiff Rig, które nam przysłano,
były dla mnie idealne. Lubię proste ostrza.
Mieliśmy haczyki numer 6. Okazały się idealne. Dostałem ich kilka. W mailu napisali,
że trudno je dostać. I że więcej ich nie dostanę. Musiałem ograniczać
użycie tych haczyków. Kiedy mi się skończyły,
byłem zrozpaczony. Skończyły mi się miesiąc
przed wejściem do sklepów. To było… Nie mogłem znaleźć
dla siebie haczyka. Ale dostaliśmy
jeszcze sporo innych haczyków. Więc przeglądam torbę. Stwierdziłem, że te pasują
do zestawu na orzechy tygrysie. Niewielkie wygięcie,
a na tym kilka orzechów. Na ten zestaw dobrze się łowi,
kiedy ryby są obok zaczepów. Jako konsultanci możemy testować nowe rzeczy. Tu chodzi o pewność siebie. Jeśli jesteś pewny siebie w łowieniu, zawsze pójdzie ci dobrze. To całkiem fajne. Na Pit 4 używałem różnych zestawów. Złowiłem ryby na Zig Riga. A także na przynętę tonącą
w postaci orzechów tygrysich. No i na Hinged Stiff Rig. Na ten przypon
złapałem większość ryb w tym roku. To dzięki haczykowi Stiff Rig
z prostym ostrzem. Na kilka kolejnych zasiadek wracałem nad swoje sekretne łowisko,
bo były tam dobre warunki. Ale nie widziałem żadnych ryb
i przez dwie doby nic nie złowiłem. Ciężko było znaleźć jakąś rybę. Zwykle, kiedy przychodziłem, coś zauważałem, ale tym razem – nic. Musiałem kierować się kierunkiem wiatru i intuicją. Nie mogłem wybrać łowiska,
bo zobaczyłem gdzieś ryby. Dlatego przez kilka zasiadek
nic nie złowiłem. Nie ja jeden. Nikomu się to nie udało. Ryby po prostu zniknęły. Wszyscy mówili,
że wróciły na stare jezioro. Że tak bywa. Pomyślałem, że muszę spróbować czegoś innego. W domu mam szufladę
z całym sprzętem. Otworzyłem ją. Opakowanie pozycjonerów Zig Aligna
wypadło z szuflady i wyglądało, jakby się na mnie patrzyło. Patrzę na nie i zamykam szufladę. Stwierdziłem,
że biorę Zig Aligna. Włożyłem je do kieszeni. Chciałem o nich zapomnieć. Przyjechałem nad Pit 4. Powiedziałem sobie,
że tym razem muszę coś złapać. Jeden facet usadowił się
dość blisko parkingu. Jakieś trzy łowiska dalej. Spytałem, czy widział jakieś ryby. Powiedział, że nic. Że od dłuższego czasu
nic nie widział. Ani on, ani nikt inny. Poszedłem nad Kącik Bezkarpiowy. I zobaczyłem, że siedzą tam
chyba wszystkie ryby z jeziora. Na różnych głębokościach. Niektóre pływały przy brzegu. Mój kolega Tom rozrzucał tam zanętę. Pomyślałem, że wyślę mu SMS-a i spytam, czy będzie mu przeszkadzać,
jeśli tam połowię. Wyciągam telefon z kieszeni i znowu wypadają pozycjonery Zig Aligna,
patrząc na mnie. Stwierdziłem, że nie znalazłem tu
żadnej miejscówki, więc te pozycjonery
to moja najlepsza opcja. Mocuję trzy Zig Rigi,
zarzucam wędki. Ryby podpływały blisko półki, na której było dość płytko. Był tam żwir,
więc ryby były dobrze widoczne. Podpływały ciągle. Pomyślałem, że mam trzy wędki
z Zig Rigami. No i w końcu się poddałem. Zwinąłem jedną wędkę i zarzuciłem ją na półkę
z zestawem Hinged Stiff Rig. To był poważny błąd. Przez całą noc
ryby trzymały się blisko półki. Księżyc jasno świecił, więc dobrze widziałem,
jak tam pływają. Żałowałem, że zarzuciłem tam wędkę. Trzeba była zarzucić jedną
blisko brzegu z krótszym Zig Rigiem. Ale zostawiłem wędki na noc. Rano miałem branie
na środkowej wędce. Dobra. Wow! Dopiero co wróciłem znad Firmley. Przyjechałem tu
najszybciej, jak mogłem. Na koniec złapałem wściekłą rybę. Noc pod gwiazdami. Ale się wkurzyła. Niewiarygodne. Ten komar na ręku
doprowadza mnie do szału. No, dalej. Dalej, maleńka, tędy. Ale uderza płetwą. Strasznie. Podszedłem najbliżej, jak się dało. Ale nie mogłem
dosięgnąć ryby podbierakiem. Walczyła poza moim zasięgiem. Modliłem się, żeby przestała. Uspokój się, proszę. Już prawie dotykam podbierakiem. Jest! Jest w podbieraku. Jest! Super. Udało się. Nie mogłem w to uwierzyć. To była mała ryba,
ale dla mnie była bardzo ważna, bo musiałem się nieźle namęczyć. Długo nie mogłem nic złapać. Aż wreszcie się udało. To był piękny karp pełnołuski. Wspaniałe uczucie. Złowiłem kolejną rybę. Nie mogłem w to uwierzyć. I to przy użyciu innej taktyki. Dlatego zawsze pamiętam
o tych pozycjonerach, ale raczej ich nie używam. Zauważyłem, że większość wędkarzy nie łowi blisko parkingu. Nie widziałem, żeby ktoś tam łowił. Dużo wędkarzy przychodzi tu
na nocne zasiadki. Można by oczekiwać, że będą łowić blisko parkingu,
ale tak nie jest. Idą na drugą stronę jeziora i dobrze im się tam łowi. Po lewej stronie łowiska jest dużo zaczepów.
Jakiś miesiąc temu zauważyłem w nich parę ryb. Woda nie jest tam głęboka. Zacząłem się zastanawiać, jak złowić te ryby. Obserwowałem je. Miały jakąś trasę. Wpływały do tego miejsca
i wypływały z niego. Nie spuszczałem ich z oczu. Większość pływała po prawej. Siedziały pod krzakiem,
pod którym da się łowić. Rozmawiałem z Tomem.
On dużo tutaj łowi. Powiedział, że dużo osób
zarzuca wędkę w pobliżu krzaka. To 17 nawojów. Starają się zarzucić
jak najbliżej krzaka. Ale tam jest płytko. Pomyślałem, że się tu rozłożę. Na otwartej wodzie
mam dwie miejscówki. Pochodzę wzdłuż brzegu. Wziąłem ze sobą synka, Levina.
Miał wolne od szkoły. Wszedłem do wody
i szedłem wzdłuż brzegu z wędką. Wszystkie drzewa wchodzą do jeziora, ale pod nimi jest czysto. Kiedy stoi się na brzegu, widać, że pod nimi jest tylko czysty żwir. Podszedłem tam, zanurzyłem wędkę i wsadziłem ją pod drzewa. I ułożyłem zestaw. Nie widzę, gdzie, ale z brzegu widziałem,
że dno jest czyste. Ułożyłem zestaw, napiąłem linkę i wyciągnąłem wędkę. Było idealnie. Umieściłem zestaw tam,
gdzie nikt nigdy nie łowił. Zacząłem szykować się do nocy. Przekąsiłem coś z Levinem. Rano wstaję, słońce mocno świeci. Pomyślałem,
że to kiepski dzień na wędkowanie. Wróciłem do łóżka. Zdrzemnąłem się, a tu nagle słyszę alarm. Branie. Wyskoczyłem z namiotu.
Sygnalizator się włączył, tylna podpórka wyszła z ziemi. Kij był cały wygięty. Chwyciłem go, pociągnąłem. Ryba oszalała. Chyba coś mam. Nieźle pociągnęła. To wędka, którą zarzuciłem przy tamtych zaczepach. Od tygodni
żadna ryba się tu nie złapała. Modlę się, żeby mi się udało. To ładny karp pełnołuski. No dalej, przestań walczyć. Uspokój się. Świetnie. Bardzo dobrze. Wkurzyła się. Jest w podbieraku. Jest! Idealnie. Super. Jestem zadowolony. Mega. Jest! Mam go. Kolejny karp z Pit 4. Ile wyszło? 14,5 kilograma. 14,5 kilo? To pierwsza ryba,
którą Levin widział na brzegu. Mieliśmy szczęście. Piąteczka. Potrzymaj. Dobrze się bawiliśmy. Te wspomnienia
zostaną ze mną na zawsze. Nigdy nie zapomnę tej zasiadki. Ale to jeszcze nie koniec. Została mi jeszcze jedna noc. Levin jak zwykle był zachwycony. Znowu zarzuciłem wędkę pod drzewami. I wieczorem miałem branie. Mam trochę nagrane, ale było bardzo ciemno,
bo było już późno. Kolejna walka nad Pit 4. Karp pełnołuski o wadze 11 kilo. Moja siódma ryba w tym kompleksie. Chciałem złapać trzy,
a miałem już siedem. Nie mogłem w to uwierzyć. To było niewiarygodne. Przez ostatnie sześć tygodni
nic nie złowiłem, tylko te dwie ryby
w zeszłym tygodniu. W każdym łowisku, nad którym łowiłem… Łowiłem tutaj nad wieloma łowiskami. Prawie nad wszystkimi. Zaznaczałem te łowiska w aplikacji. Robię to razem z przyjacielem. On też łowi tu nocami. Dzielimy się łowiskami. Dotarłem nad łowisko przy parkingu razem z Levinem. Mój kolega Tom wie, że łowię tu
w niedziele i poniedziałki. Zawsze wysyła mi SMS-a:
„Jak Ci idzie?” albo „Gdzie łowisz?”. Odpisałem mu, że łowię obok parkingu. Napisał: „Aha. W aplikacji Swim-Mapper
mam oznaczone to łowisko”. Pomyślałem sobie: „No pięknie”. Miałem już zaznaczoną
wędkę do zaczepów i jeszcze jedną. Ale została mi jeszcze środkowa. A on miał już coś zaznaczone, więc od razu zarzuciłem tę wędkę. Począwszy od lata nad Pit 4 łowiło mi się jak zwykle. Przez parę zasiadek nic nie złowiłem, ale tak to bywa nad tym łowiskiem. Na zimę wykupiłem bilet na Pit 3. Chciałem koniecznie
złapać jeszcze coś nad Pit 4, żeby dobrze zakończyć tę wspaniałą zasiadkę. Pewnego dnia przyjechałem i rozłożyłem się
nad łowiskiem zwanym „Dziuplą”. Wszędzie były ryby. Bąblowały. Pogoda była idealna. Było ponuro, nieco siąpiło. Bardzo nastrojowo. Wyciągnąłem wędkę do markera
i wszystko schrzaniłem. Wszystko zepsułem. Nie mogłem znaleźć dobrego miejsca. Ryby przepłynęły na lewo i schrzaniłem sprawę. Zarzuciłem wędki po prostu tam, gdzie ciężarek wydał dźwięk,
uderzając o dno. Usiadłem w namiocie, zły na siebie. Pewnie nie zostało mi dużo okazji,
żeby złapać rybę z Pit 4. Pewnie zastanawiacie się,
czemu nie przeniosłem się za rybami. Ale po mojej lewej był jeden gość. Słońce rano tak świeciło, że nie mógł widzieć tych ryb. Siedzę nad łowiskiem i widzę tego gościa, jak pcha ścieżką swoją taczkę. Spytałem, czy już idzie. Powiedział, że tak,
bo nie widział żadnej ryby. Pomyślałem, że się przeniosę. Nagle zaczęło lać. To była potworna przeprowadzka. Jak przenosisz się na łowisko obok, ze 30–35 metrów dalej, nie chce ci się składać namiotu. Więc idziesz z nim,
a tu wszędzie krzaki. Masakra. Najgorsza przeprowadzka w moim życiu. Rozłożyłem się nad łowiskiem,
cały przemoczony. I zastanawiam się, co teraz. Tutaj też pewnie wszystko schrzanię. Nigdy nie sprawdzałem dna
na tym łowisku. Rozłożyłem sprzęt, napiłem się herbaty,
zastanowiłem się, co dalej. Powiedziałem sobie,
że muszę się postarać. Nie mogę znowu wszystkiego schrzanić. Włożyłem wodery, wszedłem do wody. Miałem szczęście,
od razu znalazłem dobre miejsce. Pomyślałem, że to duża przestrzeń, i trudno będzie mi znów je znaleźć,
a nie chciałem wszystkiego zepsuć. Oznaczyłem to miejsce markerami. Znajdę je, zarzucając wędkę. Zarzuciłem dwie wędki.
Byłem optymistycznie nastawiony. Następnego ranka patrzę na jezioro. Warunki były idealne. Są takie momenty, kiedy wiesz, że coś się wydarzy. Ja tak pomyślałem. Patrzę na wodę, a tu nagle
wielka eksplozja na jeziorze. Woda nie była wzburzona, to wyglądało, jakby jezioro opadło. Nie słyszałem, że mam branie. Skupiłem się na tej eksplozji,
na tym wirze. Z wody wyskoczyła ryba,
poleciała na lewo. Byłem jak w transie. Patrzę na wędkę
i widzę, że mam branie. Siedziałem oszołomiony. Pobiegłem, walczę z rybą, a ona idzie na lewo. Zacząłem biec wzdłuż brzegu. Biegłem po wodzie
jak w „Słonecznym patrolu”. Rozpryskiwałem ją dookoła. W końcu zapanowałem nad rybą. Nie myślałem jasno, byłem w panice, ale udało mi się podebrać rybę. Co to był za okaz! Ostatnio
nie miałem szczęścia nad Pit 4, ale teraz złowiłem piękny okaz. Jestem zachwycony. Namęczyłem się nieźle.
Oglądałem się na namiot. Chciałem wziąć okulary z kamerą. Ale ryba mi nie pozwoliła.
Waży 15 kilogramów. Jestem naprawdę szczęśliwy. Specjalnie dla tej ryby
zmieniłem łowisko. Cały ten wysiłek i trauma
związane z przeprowadzką opłaciły się. Jeszcze jedna wycieczka. Wróciłem nad to samo łowisko,
zarzuciłem wędkę w to samo miejsce. Przez telefon mówię, że dziś na pewno się uda. Musi się udać. Wtedy na haczyk złapał się leszcz.
Pomyślałem, że muszę lecieć. Sygnalizator cały czas piszczał. Pomyślałem, że to leszcz. Płynął w moją stronę. Przeklinałem go w myślach. Nawijam tę linkę i nawijam. Nagle pociągnęło mnie.
Czyżby karp? Wszedłem do wody, aż po pierś. Ryba walczyła tuż przede mną. Myślałem, że to zwariowany leszcz. A tu nagle widzę pełno łusek. Zorientowałem się,
że to ryba zwana Fully. Myślałem, że jest strasznie daleko, ale to było tylko 10–20 metrów. Podbierak był oparty o drzewo. Byłem zły, że go nie zabrałem. Oddaję rybie linkę,
nie wierzę, że to karp. Cofam się, łapię podbierak. Podbieram rybę. Piękne łuski. Ostatnia zasiadka, ostatnia ryba.
Piękny Fully. To ogromny okaz. Byłem zachwycony. Ważył 11,9 kilograma. Jakieś 10 czy 15 minut
po zarzuceniu wędki po złapaniu leszcza znowu miałem branie. Pomyślałem, że to znowu leszcz. Ale tak nie było. To był piękny karp z Pit 4. Jest! Zawsze, kiedy łowię
na łowiskach klubowych, jeśli złapię coś pierwszej nocy, zwykle czeka mnie dobry rok. Złapałem jedną rybę pierwszej nocy
i pomyślałem, że może w tym roku
będzie mi się dobrze łowić nad Pit 4. Łowiło się super. Ostatecznie złowiłem dziewięć ryb. Było cudownie. Nie myślałem, że będę tam łowił
jeszcze w tym sezonie. Nie mogę się doczekać. Kupiłem już bilety. Z dużym wyprzedzeniem. Już się cieszę na ten rok. To dla mnie wyjątkowe jezioro. Spędziłem tu magiczne chwile z synem. To dla mnie ważne. Łowiło się tu
naprawdę megaprzyjemnie. Nie mogę się doczekać.
kolejnych zasiadek nad Pit 4. Teraz czas na Harry’ego Charringtona, który łowi razem z Robem Hughesem,
naszym podwodnym ekspertem. Harry ma do niego kilka pytań, ale musi poczekać na odpowiedzi, aż Rob założy sprzęt do nurkowania. Jadę spotkać się
z podwodnym ekspertem, menadżerem Team England i legendą karpiarstwa, Robem Hughes. Przeprowadzimy podwodne testy. Będzie to wyglądało inaczej niż w przeszłości. Wcześniej wędkarz łowił tak, jak podczas normalnej zasiadki:
zarzucał wędki w wybranym miejscu. A Rob sprawdzał, jak mu idzie. Teraz zajmiemy się jedną taktyką. Przetestujemy ją dokładnie. Chodzi tu o chod riga. Mam sporo pytań na ten temat, które wymagają odpowiedzi. Ja nie używałem często tej metody przez ostatnich 9–10 lat. Wcześniej tak łowiłem, ale moim zdaniem rezultaty są niejednoznaczne. Myślę, że wielu ludzi tak uważa. Sporo osób
łowi w ten sposób fajne okazy, ale też sporo osób ma z tym problemy. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy. Mam dla Roba dużo pytań. Rob często używał chod riga i złapał na niego dużo fajnych ryb. Na pewno udzieli mi
sporo wskazówek. Rob będzie miał ze sobą
sprzęt do nurkowania. Będzie mógł obejrzeć
zaprezentowane zestawy. Mam nadzieję,
że dużo się nauczę. I wy też. Podbierak może spaść na kamerę. Przesunę go. Tak będzie najlepiej, bo spadnie. Ale emocje! Dobra. Robercie. – Miło cię widzieć.
– Ciebie też. Mamy piękny jesienny dzień,
gałęzie spadają, wiatr wieje, samoloty latają. No tak. Mamy rozmawiać
o zestawie typu chod rig. Oczywiście. Dzisiaj będzie inaczej, niż to zwykle robisz. Nie będziemy szukali
konkretnej miejscówki, bo uważa się, że chod rigi można zarzucać gdziekolwiek. – Tak się uważa.
– To mit. Muszę obalić ten mit. Wiele osób tak uważa,
ale to nieprawda. Mówi się, że to zestaw dla leniwych,
ale tak nie jest. Nie wystarczy
zarzucić chod riga gdziekolwiek, żeby złapać karpia. Trzeba się tego wystrzegać. Nie można
zarzucać chod riga gdziekolwiek. To prawda. Dlatego rzadko go używam. Ludzie mówią: „Po prostu go zarzuć”. A ja chciałbym znaleźć dobre miejsce na ten zestaw,
bo jeśli znasz dobrze dane miejsce, możesz dostosować do niego chod riga. Tak, żeby odpowiadał… Czasem należy używać jednego zestawu,
czasem innego. Jeśli ktoś myśli, że tego zestawu można używać zawsze, popełnia błąd. Bo czasem lepiej byłoby użyć innego zestawu. Tak właśnie jest z chod rigiem. Nie można zarzucać go wszędzie. Ale jeśli ktoś myśli, że ten zestaw
nigdy się nie nadaje, też się myli. Weźmy taką sytuację: zauważasz gdzieś dużo ryb, ale nie wiesz, co jest pod nimi. To mogą być wodorosty. Albo może tu być płytko. Być może nie masz możliwości zarzucić wędki dwa czy trzy razy. Masz tylko jedną szansę
na zarzucenie zestawu. I wtedy chod rig może zadziałać. Nie mówię, że działa zawsze,
ale w takiej sytuacji może zadziałać. No tak. Nie mam dużego doświadczenia
w tej kwestii. Przyznaję,
że jestem chod-rigową dziewicą. ale ty… Niezły żart. – Prawda?
– Całkiem niezły. Ty masz dużo większe doświadczenie. Nie łowię tak cały czas. Zmieniam taktykę w zależności od jeziora,
nad którym łowię. Nie jestem typem wędkarza, który zawsze ma
chod riga w gotowości. Nie zawsze jest to pierwszy zestaw,
którego używam. Ale jeśli jezioro na to pozwala,
to go używam. Były dwa takie sezony, kiedy miałem
naprawdę świetne rezultaty. Jeden był nad jeziorem
w Clone Valley. Nie podam jego nazwy. Tamtejsi wędkarze nie chcieliby tego. Były tam raki, ale nie mogły sobie poradzić
z chod rigiem. No tak. Udawało się łowić mimo raków.
To było świetne. Ale z drugiej strony w Clone Valley dużo się łowi. Ja złowiłem większość
dużych ryb w tym jeziorze bardzo szybko właśnie na chod riga. Pod koniec sezonu inni wędkarze, którzy tam łowili, też przerzucili się na chod rigi. Mówiąc „pod koniec sezonu”, mam na myśli bardzo szybko. Jeśli pan to ogląda, panie rządco, pamiętam,
że sprawdzał pan mój zestaw. A potem sam pan zmienił swój zestaw. Mogę to powtórzyć
patrząc panu prosto w oczy. Bardzo dużo wędkarzy
zaczęło łowić na chod riga. Drugie takie jezioro
jest bardzo znane. Chodzi o jezioro
w Wellington Country Park. Jasne. Łowiłem tam parę lat temu, to były początki jego sławy. To bardzo płytkie jezioro,
pełno tam wodorostów. Ryby nie żerują tam,
gdzie nie ma żadnych zaczepów. Mogłem dobrze zaprezentować zestaw
między wielkimi kępami wodorostów. Dzięki temu
szybko złowiłem tam sporo ryb. Każdy ma takie jezioro,
nad którym świetnie mu się łowi. Dla mnie takim jeziorem
było to w Wellington Country Park. Chociaż łowiłem tam krótko. Wszystko dzięki chod rigowi. No dobra. Przekonałeś mnie. Dawajcie mi tu chod riga. Już nie mogę się doczekać, aż będę mógł przyjrzeć się
tym zestawom pod wodą. Bardzo się cieszę,
że zgodziłeś się tu przyjść i zanurkować do tych chod rigów,
które zarzucę. To bierz sprzęt
i bierzemy się do roboty. Do zobaczenia za chwilę. Czym jest chod rig? To bardzo krótki przypon umocowany na lince głównej lub na przyponie
w postaci zestawu helikopterowego. Nie znajduje się on pod ciężarkiem,
ale nad nim, dzięki czemu haczyk
jest daleko od ciężarka. Dlatego haczyk nie powinien zaplątywać się w wodorosty
albo leżące na dnie odpadki. Przypon jest bardzo krótki i zrobiony
ze sztywnego materiału monofilament. Dzięki temu, że jest sztywny,
można go mocno wygiąć, co zwiększa skuteczność haczyka. Rozmiar haczyka
zależy od rozmiaru przynęty, Musi to być haczyk w stylu Stiff Rig,
z oczkiem wygiętym do tyłu. Haczyk mocujemy na monofilamencie
za pomocą pętelki D-rig. Przynęta jest umocowana
na krętliku mikro, na pętelce D-rig,
co zapewnia dużą swobodę ruchu. Są trzy możliwości,
jeśli chodzi o rodzaj materiału. Kiedy trzeba szybko zarzucić zestaw,
wybieram ledkor. Albo kiedy konieczna jest
duża odporność na ścieranie. Druga opcja to Submerge;
bezołowiowy, elastyczny materiał. Szybko tonie i jest idealny
w przypadku pofałdowanego dna. Trzecia opcja to tzw. nagi chod rig, czyli bezpośrednio na nylonie. Najlepszy wybór
to Illusion Trans Khaki Fluorocarbon. Idealnie nadaje się do łowienia
w czystej wodzie lub nad wodorostami. Na końcu linki lub przyponu wiodącego
mamy ciężarek przymocowany klipsem quick change,
na którym jest nasadka buffer sleeve. Wszystkie elementy
można kupić oddzielnie albo razem, w zestawie. Można też kupić idealne
gotowo zawiązane chod rigi. Harry zarzucił
trzy różne chod rigi mniej więcej w to samo miejsce. Postąpił tak, jak większość ludzi, kiedy łowią na chod riga:
znalazł miejsce, zarzucił zestaw i gotowe. Zanim przejdziemy
do testów i eksperymentów albo jakichkolwiek badań, musimy najpierw wejść do wody i zobaczyć, jak leżą te zestawy. Zanurzam się
w wody jeziora Thorpe Lea. Dobrze widać kulkę pop up. Jest jasna, różowa. Przyjechaliśmy tutaj, bo myśleliśmy, że to świetne miejsce na chod riga. Ale pierwszy zestaw
wylądował na miejscu bez zaczepów. To nie jest wprawdzie miejsce, w którym zwykle
łowi się na chod rigi, ale świetnie można zobaczyć, jak wygląda zarzucony zestaw. Zwykle, jeśli łowimy na takim dnie, wybieramy przynętę tonącą albo coś, co jest nieco bliżej dna. Spójrzmy na to z bliska. Przynęta jest dość wysoko nad dnem. Dlatego lepsza byłaby przynęta tonąca
albo neutralnie wyważona. Ale spójrzmy na przypon wiodący. Zlewa się z otoczeniem. Kolory wybraliśmy idealnie. To drugi zestaw. Dno wygląda zupełnie inaczej, a zestaw znajduje się
niecałe trzy metry dalej. To pokazuje,
że dno może wyglądać zupełnie inaczej nawet kawałek dalej. Rośnie tu mnóstwo różnych wodorostów. Trochę moczarki,
ale głównie wodorosty, takie gęste zarośla,
no i trochę martwych liści. Widać kulkę pop-up i chod riga,
są idealnie nad wodorostami. Przypon wiodący jest napięty, leży na wodorostach,
jest dobrze zaprezentowany. Tutaj z tyłu, w tej wielkiej kępie wodorostów
musi znajdować się ciężarek. Ale ogólnie zestaw
jest dobrze zaprezentowany. Wróćmy do chod riga. Jest tuż przy stoperze, bo kiedy został zarzucony, mógł przesunąć się do przodu. A tu mamy trzeci zestaw. Pewnie zastanawiacie się gdzie. Ale z prawej strony ekranu widać stoper. O, tutaj. To tak zwany nagi chod rig. Zastosowaliśmy
Illusion Trans Khaki Fluorocarbon. Pokażę materiał palcem. Teraz pewnie możecie go zobaczyć, a wcześniej go nie widzieliście. To świetny wybór,
jeśli łowimy nad takimi wodorostami. Nie jest tak ciężki,
jak inne materiały. Nie wchodzi między wodorosty,
łatwiej się unosi. Świetnie się prezentuje. Ciężarek jest zagrzebany w wodorostach nieco dalej. To były trzy ciekawe przykłady
chod riga w akcji. Omówmy je teraz. Moim zdaniem zwycięzcą jest zestaw
z Trans Khaki Fluorocarbon, ponieważ był prawie niewidoczny. Miał świetną prezentację nad tymi wodorostami,
nie zagrzebał się w nie. Gdybym łowił nad wodorostami,
właśnie taki zestaw bym wybrał. Trzeba pamiętać, że wszystkie trzy zestawy
miały dobrą prezentację. A dno jest tutaj problematyczne. Ale pamiętajcie o jednym. Dużo osób łowi na chod riga
bez dolnego stopera. Nie blokują go. Kiedy zarzucają zestaw,
pojawia się problem. Zgodnie z zasadami powinniśmy zarzucić zestaw
i założyć linkę na klips. Ale zastanówmy się na tym. Po zarzuceniu zestawu chod rig poleci w stronę ciężarka
i zostanie wciągnięty w wodorosty. Wtedy zaczynają się problemy. Tak więc właściwie
trzeba złamać zasady, jeśli łowimy na chod riga
bez dolnego stopera. Po zarzuceniu zestawu zatrzymujemy go
mniej więcej tam, gdzie ma być. Ale potem od razu puszczamy linkę. Będąc w powietrzu, chod rig poleci w stronę ciężarka,
a potem z powrotem się odsunie. Jeśli zanurzy się,
a linka będzie zatrzymana, chod rig wpadnie między wodorosty, czego chcemy uniknąć. Tak to wygląda, kiedy zadziała klips podczas łowienia na chod riga
bez stopera. Zestaw przesunie się
w stronę ciężarka zamiast zachowywać odstęp. A ciężarek wciągnie chod riga
między wodorosty. Przyjrzycie się. Kiedy wcześniej zarzucaliśmy
ten sam zestaw, ale w innym stylu,
prezentował się on idealnie. Ale tutaj zestaw zsunął się
w stronę ciężarka i ma kiepską prezentację. Ciężarek ściąga go w wodorosty. Zobaczmy, jak to wygląda na brzegu. Tak wygląda zestaw,
który Harry przed chwilą zarzucił. Wygląda świetnie.
I pięknie się przesuwa. Kiedy holujemy rybę, kiedy ryba chwyci przynętę i haczyk, wszystko przesunie się w dół. Im łatwiej chod rig
może się przesuwać, tym łatwiej holować rybę. To właśnie dolna część musi wytrzymać najwięcej
podczas walki. Tutaj mamy Chod/Heli Buffer Sleeve, który ma taką fajną końcówkę. Ona chroni linkę przed krętlikiem i sprawia,
że wszystko jest dobrze umocowane. Jak ten zestaw zachowa się
podczas zarzucania? Jest w powietrzu.
Jeśli go zatrzymamy, chod rig poleci w przód i zatonie na takiej napiętej lince. Ciężarek wciągnie go w wodorosty, co może sprawiać problemy. Żeby temu zapobiec,
musimy zatrzymać chod riga w miejscu albo zmienić sposób zarzucania. Jeśli zostanie dalej od ciężarka,
nie wpadnie między wodorosty. Mamy rozwiązanie tego problemu. Ten zestaw przygotowaliśmy wcześniej. Tutaj mamy Tungsten Chod Bead Kit. A właściwie
Micro Tungsten Chod Beat Kit. Bo te elementy są małe. To najważniejsze elementy. Dwa stopery, które naciskają na nasadkę
chroniąca linkę. Ochrona linki jest kluczowa, bo jeśli ciągniemy w bok,
łatwo ją uszkodzić. Dzięki tym stoperom
linka jest bezpieczna. Wszystko zostaje na swoim miejscu. Przesunie się, jeśli się pociągnie,
ale nie podczas zarzucania. Możemy umocować chod riga,
gdzie chcemy. Tutaj jest w odległości
pół metra od ciężarka. Jeśli podczas zarzucania
klips zatrzyma linkę i napnie ją, chod rig nie przesunie się
w stronę ciężarka. Ale przesunie się podczas walki, bo ryba przeciągnie go w dół. Buffer Sleeve na końcu ma nacięcie,
więc wszystko porządnie się trzyma. To bardzo solidny zestaw, idealny do chod riga, który jest częściowo
umocowany z dala od ciężarka. Podczas łowienia z każdym zestawem najważniejsze jest bezpieczeństwo. Trzeba uważać,
żeby linka się nie zaplątała. To tutaj będzie się ładnie ruszało, a to zniknie,
jeśli pojawi się problem. Wybór należy do was. Dobierzcie odpowiedni zestaw
do waszego sposobu zarzucania. Trzeba zadbać o to, żeby chod rig
nie przesuwał się do ciężarka. Jeśli chcecie zarzucać z klipsem,
żeby móc czuć dno, to to jest lepsze rozwiązanie. Omówię jeszcze kilka problemów
związanych z chod rigiem. Kilka lat temu chod rigi
były bardzo popularne. Wszyscy je stosowali. Często nurkowałem i oglądałem chod rigi
w różnych sytuacjach. Ludzie uznali, że to zestaw,
który można stosować wszędzie. I że zawsze jest skuteczny. Ale tak nie jest. Trzeba się zastanowić, gdzie łowimy. Największy problem, któremu musimy stawić czoło, zwłaszcza w lecie, to wodorosty. Moczarka kanadyjska
może sprawiać dużo problemów. Jest bardzo gruba i bardzo długa. Jeśli łowimy na chod riga w miejscu,
gdzie rośnie moczarka kanadyjska, trzeba ustalić, jak wysoko sięga. Zarzucamy Grappling Lead
i wyciągamy na brzeg. Jeśli uznajemy,
że wodorosty mają 60 centymetrów, trzeba dodać minimum 50% tej długości
przy mocowaniu górnego stopera. W przypadku 60 centymetrów stoper
ustawiamy na poziomie 90 centymetrów, a jeśli wodorosty
mają 240 centymetrów, to lepiej byłoby tu nie łowić. Ale jeśli naprawdę chcemy,
to trzeba postawić na lekkość. Trzeba wszystko wyważyć za pomocą pianki i tak dalej. Ale ogólnie zasada jest taka, że kiedy znamy długość wodorostów, dodajemy przynajmniej 50%
do ustawienia stopera. Kolejny duży problem
to wygięcie linki. Trzeba pamiętać,
że chod rig jest od strony kija, a nie za ciężarkiem, więc jest na wygięciu
pomiędzy ciężarkiem i szczytówką. Nie po drugiej stronie ciężarka. Dlatego jeśli zarzucamy go
za jakąś przeszkodę, zwłaszcza za dużą kępę wodorostów, linka przechodzi nad tą kępą i dalej wygląda tak. Chod rig będzie gdzieś w powietrzu. To tak, jakbyśmy łowili na zig riga. Dlatego trzeba się zastanowić,
nad czym łowimy. To najważniejsze
podczas łowienia karpi. Chociaż chod rig może być użyteczny
jako taktyka szybkiego uderzenia. Ale można się przeliczyć, jeśli nie znamy dna. Mnie ciężko się łowi,
kiedy nie znam dna. Jeśli łowię nad czymś w tym stylu i chod rig jest w powietrzu,
prezentacja jest beznadziejna. Kolejny duży problem
z każdym zestawem, ale zwłaszcza z chod rigiem
to glony nitkowate. Te glony to koszmar. Teraz widać, o czym mówię. Niektórzy nazywają to watą. To glony nitkowate. Spójrzcie. Wyglądają jak wata cukrowa. Te glony nie rosną na podłożu, tylko pływają nieco wyżej. Jak widzimy, zestaw znajduje się
za zasłoną z tych glonów. Leży na innych glonach. Kiedy woda faluje, glony przemieszczają się. Zestaw po zarzuceniu
może mieć idealną prezentację, ale te glony mogą się przemieszczać. Kiedy je odsunę, widać, że prezentacja zestawu
jest bardzo dobra. Ale przemieszczając się, glony mogą zasłonić haczyk
i przysporzyć problemów. Trudno rozwiązać ten problem. Z normalnym zestawem w takim miejscu nie mielibyśmy szans
na złowienie czegokolwiek. Może najwyżej z ogromnym workiem PVA. A tu mamy odwrotny problem. Chod rig leży na czystym dnie. Wokół jest pełno wodorostów, a w takich miejscach
zwykle stosujemy chod riga. Ale jeśli jeden wyląduje właśnie
w takim miejscu bez wodorostów, to czasem zbytnio się wyróżnia. Jeśli czujemy,
że mocno uderzył w dno, to lepiej byłoby łowić z workiem albo z przynętą tonącą. Spójrzmy dalej. Ten ledkor jest dość sztywny. Jeśli łowimy na nierównym
albo kamienistym podłożu, to może nieco odstawać. W takim wypadku
na przypon wiodący lepiej byłoby użyć czegoś w rodzaju
elastycznej plecionki Submerge, która lepiej przylegałaby
do nierównego dna. Ale ledkor ma dobry kolor.
Na prawo znowu widać tę chmurę glonów. One naprawdę są problemem, bo gdybyśmy mieli przynętę tonącą, szanse, że coś by się na nią złapało,
byłyby małe. Teraz widać,
jak te glony się przemieszczają. Ja się ruszam,
więc teraz bardziej się ruszają, ale robią to też same z siebie. Jeśli nad dnem unosi się duży pop-up, to też może powodować problemy. Trzeba uważać, kiedy łowimy na chod riga,
nie wiedząc, co jest na dnie i jak wygląda samo dno. Za moimi plecami znajduje się wyspa. Zarzucając zestaw w jej stronę,
można by świetnie połowić. Ryby pływają wokół niej. Na pewno jest tam spadek, gdzie często pojawiają się ryby. Ale kiedy używamy chod riga, trzeba pamięć, że haczyk
jest po stronie kija, a nie ciężarka. Jest daleko od ciężarka. Dlatego jeśli dno opada, ciężarek będzie na górze,
a haczyk będzie wisiał nad dnem. A tego nie chcemy. Widziałem to wiele razy
przy brzegach wysp, w przypadku żwirowych łach,
półek i spadków. Trzeba się zastanowić,
w jakim miejscu łowimy. Na chod riga łowi się najlepiej
na płaskim dnie. A nie na dnie,
które obniża się w naszym kierunku. Zobaczmy, jak to wygląda pod wodą. Chod rig został zarzucony
przy brzegu wyspy. Ciężarek wylądował na półce, ale haczyk i sam chod rig przesunęły się tak, jak powinny, czyli w kierunku stopera.
Ale są daleko od dna. Na spadzistych brzegach wysp rzadko mamy wodorosty. To prawie jak łowienie na zig riga, a nie na chod riga. Ważna jest też sygnalizacja. Jeśli mamy branie, a o tym nie wiemy,
zwłaszcza między wodorostami ryba może się uwolnić. A my nawet tego nie zauważymy. Jak więc najlepiej
łowić na chod riga? Większość łowi z luźną linką i mają trochę racji. Przetestujemy to na najpopularniejszej odległości,
czyli około 30 metrach. Zobaczymy, czy linka na wpół luźna, czy całkiem luźna
zapewnia lepszą prezentację. Zasady pozostają takie same. Jeśli łowimy na większy dystans,
linka może być bardziej napięta. Chod rig dobrze sygnalizuje branie, bo haczyk jest po stronie kija, a nie po stronie ciężarka. Dobrze czuć drgania. Jeśli łowimy na luźnej lince, dobrze czuć też obcierki. Ale zwykle
naprawdę dobrze czuć branie. Nieźle. Łowimy na najpopularniejszy dystans
dla chod riga. Około 30 metrów.
Linka jest dość luźna. Na dnie jest dużo rzeczy. Ale fluorocarbon dużo zmienia. Widziałem wiele takich testów. Łowiąc na fluorocarbon, będziemy czuć wszystko lepiej
niż na nylonie. Ale spójrzmy na to. To dopiero coś. To było niewiarygodne. Linka była tylko częściowo luźna,
nie całkowicie. Więc przekraczajcie granice,
zerwijcie z nawykami. Nie słuchajcie się innych, tylko dlatego, że wam coś mówią. Zastanówcie się. To jedno z najlepszych rozwiązań albo najlepsze,
jeśli chodzi o sygnalizację. To wnioski z moich testów. Faktycznie, to było
tylko około 30 metrów. Ale z fluorocarbonem widać różnicę. W tym przypadku
wszystko było czuć tak dobrze, jak podczas łowienia
z sygnalizatorem Springer. Jeśli mamy taką sytuację, jeśli łowimy na chod riga
na niewielki dystans, fluorocarbon to najlepszy wybór. Naprawdę widać różnicę. Wiele się nauczyłem. To zadziwiające,
jak dobra była zwykle prezentacja. To chyba idealna pora roku i idealne miejsce na chod riga, ale i tak jestem pod wrażeniem. To ciekawe, że można łowić na niego
w różnych miejscach. To prawda. I że tak szybko można go zamocować. Jest dużo bardziej wszechstronny,
niż myślałem. No i wszystko było czuć.
To niewiarygodne! Dla mnie też, bo nigdy wcześniej
wyniki testów nie były tak dobre. Faktycznie mieliśmy trochę łatwiej. bo łowiliśmy na niewielki dystans, ale i tak nigdy nie miałem takich wyników. Zgadzam się. Myślałem,
że sygnalizacja brań przy chod rigu będzie gorsza
niż przy innych zestawach, a była lepsza. Haczyk jest po stronie kija, więc kąt jest większy. Przyczyna jest prosta: ciężarek nie musi się ruszać,
żebyśmy poczuli branie. To kluczowe. Im luźniejsza linka,
tym gorsza sygnalizacja. Im dalej zarzucamy,
tym gorsza sygnalizacja. Ale wędkarze, którzy łowią na metodę, często stosują zestaw paternoster i używają szczytówek. Łowią na 45–55 metrów i czują nawet najlżejsze drgania. To właśnie dlatego,
że ciężarek nie musi się ruszać. To ogromna różnica. No tak. Tam, gdzie ja łowię… Znam jedno łowisko,
w którym ryby lubią kulki proteinowe. I nie lubią, jak się dużo zarzuca. Myślę, że zwłaszcza o tej porze roku zacznę stosować chod riga. Właśnie na tę porę został stworzony. Omówiliśmy,
jak można go dobrze wykorzystać. Zobaczyliśmy, na jakim dnie
dobrze się prezentuje, jakie problemy mogą się pojawić.
Ale najważniejsze, to żeby zawsze być otwartym
na inne rozwiązania. Nie można zawsze łowić tak samo. Wszyscy mamy jakieś zwyczaje. Ja je mam, ty je masz. Wszyscy coś lubimy najbardziej. Ale powinniśmy
dostosować metodę do pola walki. Jeśli zastanowimy się,
gdzie łowimy, i spojrzymy na to
z szerszej perspektywy, na pewno złowimy więcej ryb. Bardzo ci dziękuję. Było świetnie. Dziękuję. Rob i Harry podzielili się z nami
ciekawymi spostrzeżeniami. Na pewno trzeba co nieco przemyśleć, jeśli chcemy użyć Chod Riga. W październiku firma Fox
zaproponowała mi wycieczkę do Rumunii i wędkowanie nad tamtejszym jeziorem. Zgodziłem się bez wahania.
Oto efekty. Kilka dni temu wsiadłem
do samolotu na lotnisku Stansted i udałem się do Bukaresztu w Rumunii. Kocham to.
Nienawidzę latać bez spadochronu. Jest mikrofon? Jestem
prawie 10 000 metrów nad ziemią. Skakałem z samolotu na tej wysokości.
Nie bałem się, bo miałem spadochron. Nie byłem w Rumunii od 13 lat. To wspaniały kraj
ze wspaniałą historią karpiarstwa. Pod koniec lat 80.
i przez większość lat 90. w rumuńskim jeziorze Raduta
łowiono ogromne ryby. Ludzie przyjeżdżali tu
z całego świata. Przyjeżdżało też
dużo wędkarzy z Anglii. Tutaj pobito kiedyś rekord świata. Złowiono ogromnego lustrzenia. Chociaż dominują tu
karpie pełnołuskie. Jezioro stało się sławne i popularne wśród wędkarzy. W Bukareszcie czekał na nas Andrei, reprezentujący
firmę Fox w Rumunii. Andrei zawiózł nas
nad jezioro Tancabesti oddalone
o 20 minut drogi od lotniska. Jezioro ma powierzchnię
prawie 50 hektarów. Później opowiem więcej o pływających wyspach. Jest ich tu parę. To jezioro ma wspaniałą historię. Z każdym rokiem
łowi się nad nim coraz lepiej. Największa złowiona tu ryba
ważyła 23,6 kilograma. Są tu dużo większe ryby niż mój rekord z pobytu w Rumunii
w 2003 r. – 15-kilogramowa ryba. Razem z Keithem Jenkinsem
zajęliśmy wtedy czwarte miejsce w mistrzostwach świata,
co było niezłym wynikiem. Przypomina mi się pewne zdarzenie. Kiedy dotarliśmy
nad pierwsze łowisko, znaleźliśmy na starej macie dwa śpiące szczeniaczki. Były wspaniałe. Biegały wokół naszych nóg. Były takie śmieszne. Anglicy są chyba znani na świecie z miłości do psów. Niestety właściciel jeziora
stwierdził, że będą przeszkadzać. Kilka godzin później
zapakował je do samochodu i zawiózł do hotelu. Wolałbym, żeby z nami zostały, zwłaszcza że pogoda była fatalna. Byłoby nam dużo przyjemniej. Po przyjeździe Andrei
zwrócił naszą uwagę na kilka rzeczy. Było tam też kilku jego kolegów. Wszyscy dawali nam rady. Nie jestem znany z tego, że słucham rad. Lubię robić wszystko po swojemu. Powiedziano nam,
że pop-upy się tu nie sprawdzają, więc od razu zarzuciłem
zestawy z pop-upami. Mam ponton z silnikiem, więc jest mi dużo łatwiej. Niestety, wiał tam dziwny wiatr z północnego wschodu. Na początku świeciło słońce, ale pogoda szybko się zmieniła. Ciężko było dobrze zarzucić przynętę. Łowiłem w dwóch miejscach,
które mi polecono. Nie rozrzuciłem za dużo zanęty,
po kilka kilogramów. Znalazłem trzecie miejsce,
które mi się spodobało. To było miejsce bez zaczepów,
blisko pływającej wyspy. Zarzuciłem tam przynętę. Mam nadzieję, że mnie słychać. Jest dość zimno. Leje jak z cebra. Nie mam pojęcia, która jest godzina. Holuję pierwszego karpia
na tej wycieczce. Niewiarygodne. Leje bez przerwy od kilku godzin. I prędko nie przestanie. Pogoda jest beznadziejna, ale łowi się całkiem nieźle. Jak na lodowisku. No i tak. Będę się dalej uśmiechał. Nieważne, jaką mamy pogodę. Nieważne, że trzęsę się z zimna. W podbieraku mam rybę. Rozgrzeję się i zaraz ją obejrzę. To… Kiepsko to wygląda. Jest bardzo śliski. Zobaczymy, czy pozwoli mi się podnieść. To mój pierwszy rumuński karp od 13 lat.
Waży około dziewięciu kilo. Niewiarygodne. Pogoda jest coraz gorsza. Wpatruję się w wędki i proszę, żeby poczekały,
aż przestanie padać. Ale to mi wszystko wynagradza. Wspaniała ryba. Mam nadzieję, że to tylko początek. Lało bez przerwy. Byliśmy przemoczeni. Ziemia zmieniła się w bagno. W wojsku byłem spadochroniarzem, więc obywam się zwykle
bez wielu rzeczy. Pakując się na tę wyprawę, wziąłem tylko niezbędne rzeczy: tubę na wędki, trzy wędki,
sygnalizatory brania, podbierak, kilka T-shirtów
i odzież nieprzemakalną. No i jeszcze kilka rzeczy,
żeby umilić sobie pobyt na brzegu. W torbie na taczce
mam trochę zapasowych ubrań. Najważniejsza jest przynęta. Używam różnych rodzajów, ale muszę mieć
pop-upy ananasowe i pop-upy Hybrid, przynęty Toppers
i jakieś dipy do moczenia ich. To wszystko zabrałem ze sobą. Moją skrzynkę ze sprzętem też wziąłem ze sobą. Zabrałem to do samolotu,
aby przygotować zestawy podczas lotu. Ale w końcu tego nie zrobiłem. Zabrałem kilka kilogramów
High Impact Boilies firmy Mainline, żeby rozruszać rybki,
i chyba podziałało. I to tyle. Kulki proteinowe, łóżka, śpiwory, mata – to wszystko tu jest. Wszystko, czego ryby potrzebują. Ale popełniłem
największy błąd mojego życia. Zapomniałem wziąć herbaty. Na szczęście nasz kamerzysta Harry Charrington wziął trochę. Nigdy nie zdołam mu się odwdzięczyć. To były spartańskie warunki. Czasem trudno było wytrzymać. Ale to część przygody. Nasza wycieczka do Rumunii
udała się wspaniale. Czas na krótkie podsumowanie. To mój drugi dzień w Rumunii. Jest przed południem. Rozłożyłem się tu wczoraj,
w pełnym słońcu, około 16.00. Długo nie połowiłem. Zwykle wolę
skupiać się na pozytywach. Złowiłem jedną rybę
ważącą około dziewięciu kilo. I jedną straciłem. Tę pierwszą złowiłem w środku nocy. Jak zarzuciłem wczoraj wędki, prawie od razu zaczęło lać. Wiatr wzmagał się przez całą noc. Nie lubię narzekać, kiedy łowię, ale jest fatalnie. Wyglądam, jakbym był na wakacjach,
bo mam krótkie spodenki i sandały,
ale jest jestem przemoczony. Jeśli będę miał branie, suche ciuchy też mi przemokną. Jak prawdziwy żołnierz czekam,
aż ciepło mojego ciała je wysuszy. To bardzo ciekawe jezioro. Jest w nim pełno karpi.
Chyba nikt nie wie, ile dokładnie ich jest. Zarzuciłem trzy wędki. Ale najdziwniejsze jest to, że zarzuciłem je
wokół pływającej wyspy. Kiedy wieje silny wiatr,
wyspa dryfuje po jeziorze. A wieje coraz mocniej. Tak więc za kilka godzin ta wyspa, która teraz jest
w odległości około 75 metrów, może się znaleźć 800 metrów dalej. Dziwna sprawa. Nie mogliśmy
wziąć ze sobą wszystkiego. Potrzebowaliśmy wsparcia. Pewien Rumun, Cipi,
zapewnił nam zanętę. Przyniósł dwa rodzaje
kulek proteinowych. To świetna zanęta. Widać, że ryby dobrze ją znają. Nie może być lepiej. Mamy też kilka toreb
kukurydzy i jęczmienia. Trochę pelletów
i rozmaite przynęty i dipy. Jestem wdzięczny. Kiedy ciężko się łowiło, pomagali nam wylądować karpia. To nie był zmarnowany czas. Dziękuję Cipiowi. To szaleństwo. Nie wiem, jak inaczej to nazwać.
Chcę złapać karpia. Po to tu przyleciałem. Dlatego naprawdę się staram. Ale to zupełne szaleństwo. Przyznaję. Mam już trochę dość tego łowiska, jeśli mam być szczery. Miałem kilka brań,
ale chyba czas zmienić miejsce. Od jakiegoś czasu
mamy idealne warunki, a mimo to nic nie bierze. Tak jest zawsze. Jeśli nie ma tu karpi, to znaczy, że są gdzie indziej. A ja muszę je znaleźć. Zabieram wędki. Pójdziemy rozejrzeć się po prawej. Wygląda to dobrze
od zawietrznej strony wyspy. Wiatr nadal tam wieje. Myślę, że są tam ryby. Chociaż nie znam tego jeziora,
więc tylko zgaduję. Ale lepiej spróbować
i ponieść porażkę niż w ogóle nie próbować. Biorę wędki i zbieram się. Może gdzie indziej coś złowię. Zarzuciłem wędkę z ciężarkiem Grappling Lead, żeby sprawdzić miejsce
przy trzcinach, obok wyspy. Inni rozrzucają tam zanętę, ale moim zdaniem
karpie raczej tam nie żerują. Na dnie było pełno rzeczy: gałązki, martwe trzciny.
Nie było wodorostów, ale było pełno innych rzeczy. Łowiłem w dwóch miejscach
w pierwszym łowisku. Złowiłem rybę w miejscu,
które sam znalazłem. To łowisko było jeszcze lepsze. Zarzuciłem dwie wędki tam,
gdzie mi poradzono. Ale znalazłem jeszcze jedno miejsce,
czyste dno, dość twarde, ale niezbyt twarde. Ale twardsze
niż w pozostałych dwóch miejscach. Rozrzuciłem zanętę. Nieważne, czy mam tutaj ponton i mogę z niego zarzucać wędkę. Nadal trzeba mieć te podstawy. Niezależnie od tego,
jaki masz zestaw, jaką przynętę, jeśli nie zarzucisz jej
w dobrym miejscu, nic nie złapiesz. Nawet jeśli ponton ułatwia łowienie. Chociaż tutaj mi nie pomógł. Przeniosłem się na prawą stronę łowiska. Jakieś 150–200 metrów dalej. Wydaje się,
że łowię przy przeciwnym brzegu, ale to po prostu
kolejne pływające wyspy. Łowię w podobny sposób. Zdecydowałem się na przynętę tonącą. Jeden z miejscowych
wędkarzy twierdzi, że tylko tak można tu coś złapać. Raz w życiu posłucham czyjejś rady. Nie rozrzuciłem za dużo zanęty. Mam nadzieję, że karpie tu wrócą. Jutro będzie cieplej,
będzie więcej słońca. Jest tu dość płytko,
więc mam nadzieję, że tutejsze karpie zrobią to,
co robią karpie na całym świecie i przypłyną tu, żeby skorzystać
z ostatnich chwil słońca. Najlepsze, co nam się przydarzyło, odkąd tu jesteśmy,
to to, że restauracja „Tancabesti” przygotowała dla nas
wspaniały półmisek rybny. Nie mogę… Nigdy nie widziałem
lepszego żarcia biwakowego. Kończę gadać, biorę się za jedzenie. Mam nadzieję,
że karpie niedługo zrobią to samo. Chyba nigdy się tak nie stresowałem,
holując rybę. To naprawdę ciężka zasiadka, w nieznanych mi warunkach. Znalazłem swoją miejscówkę w takim jakby kanale między wyspami. I właśnie w tym miejscu coś złapałem. Niewiarygodne. To prawie 230 metrów od brzegu,
więc trochę to potrwa. Przeniosłem się wyżej. Jest tu trochę zaczepów. Zejdę trochę bliżej wędek. Spróbuję się nie przewrócić. Jest już blisko, wydaje się ciężki. Ale tak naprawdę to nie jest ważne. Jesteśmy przemoczeni do suchej nitki. Mokniemy tu już od jakichś 40 godzin. To szaleństwo. To lustrzeń. Ale super! Nigdy nie złapałem
lustrzenia w Rumunii. Wspaniale. Waleczny lustrzeń
trafił do podbieraka. Wreszcie. Ekstra! Najlepsze, że… Chciałem koniecznie
zarzucić wędkę w miejscu, którego nikt mi nie polecał. I to właśnie tam złapałem rybę. Wspaniały okaz. Tak! Jest! Dobra, muszę się uspokoić. Piękny karp. Siedem i pół, osiem kilo. Nieważne, gdzie akurat jestem. Kiedy łapię takiego lustrzenia, jestem szczęśliwy. To moja druga wyprawa do Rumunii. Poprzednia była 13 lat temu. Złapaliśmy w Raducie
kilka karpi pełnołuskich, ale żadnego lustrzenia. To mój pierwszy lustrzeń.
I wspaniały okaz. Jak już mówiłem, dostałem dużo rad. Ale ja należę do ludzi, którzy sami muszą wszystko sprawdzić. Więc znalazłem swoją miejscówkę, która wyglądała idealnie. Minęły dwie godziny,
a ja trzymam karpia. Trudno o lepszy dowód. Płyniemy pontonem,
żeby znów zarzucić wędkę, na którą złowiłem lustrzenia. To nie jest największa ryba świata,
ale jest wspaniała. Omówmy zestaw. Mój nowy haczyk numer 5.
Fantastyczny. Długi włos. Widać go na dole,
razem z przynętą Mainline Topper. Lubię je, dzięki nim przynęta
nie tonie jak kamień. Nazywam to
zestawem Nobby’ego Stilesa. To trzy kulki proteinowe
na przyponie. Haczyk wbijam w odsłonięty kawałek. To świetny sposób
na zestaw z kulkami proteinowymi. Na klipsie ciężarek o wadze 4 oz. To właśnie zarzucam. Idealnie. Mam wrażenie,
że to dużo większa ryba, niż przywykliśmy. Tam jest. To chyba karp pełnołuski. Wiatr jest bardzo silny. Jak się rozchmurzyło, pomyślałem, że to będzie przyjemny wieczór,
ale się myliłem. Jest bardzo wietrznie. Jak tylko podniosę wędkę, czuję, jak wiatr ciągnie linkę. Ryba się nie poddaje. To niewiarygodne. Chcę, żeby znalazła się
przy powierzchni. Niezła rybka. O matko. Wow. Trochę wytrwałości i uporu. Bardzo duży karp pełnołuski. Nie wiem, czy widać to po ciemku, ale spójrzcie, jaki jest szeroki. Spory okaz. Teraz odłożę wędkę i wezmę kilka głębokich wdechów. Walczyliśmy
w niesprzyjających warunkach. Bardzo się z tego cieszę. To światełko w ciemnościach. Oby było ich więcej, bo jest naprawdę ciemno. Super! Wow. Ekstra. Wow. Duże zwierzę. O matko. Tylko spójrzcie. A niech mnie. Jest idealny. 18,6 kilograma. Chwileczkę. Jeszcze tutaj. Tak, 18,6 kilograma. Niewiarygodne. No cóż. Po to tu przyjechałem. Bardzo się z tego cieszę. Przepiękna ryba. Zaraz zacznie świtać. Pewnie za jakąś godzinę. Włożę ją do worka, bo chcę dobrze ją pokazać przed kamerą za jakąś godzinę. Wspaniały okaz. Jestem zachwycony. Niewiarygodne. Kiedy ludzie z Foxa
powiedzieli mi, że jadę do Rumunii, żeby połowić i to sfilmować, pomyślałem sobie, że nie byłem w Rumunii od 13 lat. W międzyczasie
startowałem w mistrzostwach świata. Pomyślałem sobie też, że największy karp, jakiego złowiłem w Rumunii,
ważył 15 kilo. Chciałem złowić większego karpia. I dziś, tuż przed świtem, udało mi się to. Pojawił się ten karp pełnołuski
ważący ponad 18 kilo. To była prawdziwa walka. Złapał się dość daleko. Prawdziwa zabawa
zaczyna się 20 metrów od brzegu. Minęło chyba z 15 minut od tego momentu,
zanim udało mi się podebrać rybę. Warunki były potworne. Takiej pogody nigdy jeszcze
nie musiałem stawiać czoła. Ale trzeba wytrwale zarzucać wędkę i walczyć z pogodą, a czeka nas nagroda. Kiedy osiągam takie cele, czuję, że w życiu
nie ma nic lepszego niż karpiarstwo. Fantastyczny. Pewność siebie jest kluczowa. Jestem pewny swojego sprzętu, swojej przynętę, swoich zestawów. To już bardzo dużo. Od 25 lat, jeśli łowię nad zanętą rozrzuconą na dnie jeziora,
niezależnie od jego rozmiarów, używam tylko dwóch zestawów. Czasem zmieniam niektóre elementy, ale ogólne zasady działania
są takie same. Dzięki tym zestawom
jestem pewny siebie. Łowiłem w bardzo trudnych jeziorach i na łatwiejszych,
komercyjnych łowiskach. Ten zestaw wszędzie się sprawdza. Nigdy nie musiałem go zmieniać. Zmieniam tylko haczyk,
po złapaniu ryby. Haczyk musi być ostry. Nie ostrzę haczyków. Wyciągam nowy z opakowania. Jeśli chodzi o tę zasiadkę w Rumunii, na początku używałem
pop-upów na materiale stiff link. Bywam irytujący. Często robię co innego,
niż ludzie mi doradzają. Powiedziano mi,
że pop-upy tu nie działają. Ale za drugim razem
złowiłem 9-kilogramowego karpia, więc chyba ja miałem rację. Udowodniłem,
że można łowić na pop-upy w tym wspaniałym rumuńskim jeziorze. Potem zmieniliśmy łowisko. Zdecydowałem się
na zestaw z przynętą tonącą. Używałem go w wielu miejscach,
w kraju i za granicą, i zawsze się sprawdzał. To bardzo prosty zestaw,
ale działa świetnie. Materiał przyponowy to Camotex
Dark Camo z łatwą do zdjęcia otuliną. Zdejmuję otulinę
z około 15 centymetrów plecionki. Zawiązuję zwykły węzeł. Przygotowując taki zestaw, najpierw mocuję przynętę. Trzeba od razu zrobić to dobrze, żeby potem nie musieć poprawiać. Owijam siedem razy
wokół trzonka haczyka, a potem przewlekam z powrotem. Zestaw może być
jeszcze skuteczniejszy, chociaż zestaw bez węzła
też był dobry. Mam pozycjoner line aligner, który sprawia, że haczyk obraca się jeszcze szybciej w pysku karpia. Na drugim końcu
jest niewielka pętelka. Na to nakładam wolframową tulejkę
zapobiegającą plątaniu, żeby wszystko dobrze leżało na dnie. Nie zmieniam długości,
niezależnie od tego, gdzie i na co łowię. To zawsze 15–18 centymetrów. Ten zestaw nigdy mnie nie zawiódł. Największy problem z takimi zestawami
to kwestia splątywania się. Jestem w tym mistrzem,
zawsze coś poplącze. Żeby temu zapobiec, staram się,
żeby moja prezentacja była idealna. Używam różnych produktów PVA. Łowię na kulki proteinowe. Nazywam to zestawem grupowym. To trzy kulki, tak związane. Przewlekam linkę między nimi, podciągam haczyk i wbijam go
w odsłonięty fragment PVA. To nigdy się nie zaplącze. A dodatkowo zwiększa to atrakcyjność przynęty i zapewnia idealną prezentację. Używam tego zestawu na każdym dnie. Mój czas w Rumunii dobiega końca. To będzie moja ostatnia noc tutaj. Musimy wyjechać wcześnie rano,
by złapać samolot do Londynu. Wydaje mi się, że noc to najlepszy czas na branie. Ze wszystkich sześciu brań aż pięć trafiło mi się w nocy. Może Rumunia ma dla mnie jeszcze jedną niespodziankę albo dwie. To wielki, płaski kraj. Niebo wydaje się tu ogromne. Chmury przybierają czerwony kolor. Wygląda to pięknie. Kocham to miejsce. Chciałbym jeszcze przed wyjazdem
złowić kilka karpi. Pogoda miała tu duże znaczenie. Ale ponieważ zbliża się noc, mam dużą nadzieję. Może rano będę mógł podzielić się dobrą nowiną. Ale tak czy inaczej
była to wspaniała wyprawa. Bardzo mi się podobało. Lubię ten kraj, jego mieszkańców. I chociaż nie złapałem
za dużo tutejszych karpi, to też je lubię. To koniec mojej rumuńskiej przygody. Czas wracać do domu. Dwie wędki są jeszcze zarzucone, ale spakowałem już hangery. Jak każdy karpiarz zostawiam wędki w wodzie
do ostatniej sekundy. To była wspaniała wyprawa. I świetna zabawa. Nie sądziłem,
że złapię rybę ważącą ponad 18 kilo. Ale się udało. Spakuję teraz wszystko. Czas wracać do domu. To była wspaniała wycieczka. Szczerze mówiąc, czasem myślałem,
że to będzie całkowita porażka. Teraz zobaczymy
kończącą sezon zasiadkę kilku członków naszego zespołu
nad jeziorem Ribiere we Francji. Przez kilka ostatnich tygodni nad Ribiere trudno się łowiło. Chłopaki musieli się postarać, jeśli chcieli cokolwiek złapać. Nad jeziorami takimi jak Ribiere mam szansę łowić ryby,
których nie złowiłbym w Anglii. Samo to, że jadę gdzieś z kumplami, spędzamy razem czas… To wspaniali goście. Za każdym razem, kiedy mam branie, wiem, że może coś złowię. To wspaniałe. Proszę bardzo. Piękne, prawda? Po krótkiej podróży przez Francję dotarliśmy nad łowisko Ribiere. Jezioro jest cudowne. Przywitał nas tu David,
właściciel tego łowiska. Oprowadził nas. Na brzegu jest dziewięć stanowisk. Ja, mój ojciec, Scott i Lee
będziemy łowić nocami. Udało nam się wybrać stanowiska
i po krótkich negocjacjach rozdzielić je między siebie. Będę łowił na pierwszym stanowisku,
a mój ojciec na drugim. Od dawna razem nie wędkowaliśmy. Fajnie,
że spędzimy razem trochę czasu. Scott łowi na czwartym stanowisku, Bart na siódmym, a Lee na dziewiątce. Jesteśmy dość rozproszeni po terenie. Jest koło 3.00. Zostało nam
tylko kilka godzin do zmroku. Podjedziemy tu samochodami, wyładujemy sprzęt,
rozstawimy go i zarzucimy wędki. Nie wiem, która godzina. Pierwsza noc.
Wcześniej straciłem jedną rybę. Dziwna historia. Nic z tego nie wyszło. A teraz znów mam branie. To wędka, którą zarzuciłem ponownie. Nie podobało mi się,
jak była zarzucona, więc zrobiłem to od nowa. I znowu mam branie. Byłem wykończony po podróży. Byłoby miło, gdybym coś złapał. W zeszłym tygodniu
udało się złowić dwie ryby na nas kilku, więc mam niedosyt. Widziałem blisko rybę, po prawej. Ale nie tu, gdzie łowię. Więc cieszę się, że mam branie. Uśmiechnęło się do mnie szczęście. Mam branie już pierwszej nocy. Człowiek od razu lepiej się czuje. Jeśli będzie ważyć koło 30 kilo,
będę zadowolony. David, właściciel łowiska, powiedział wczoraj… Jak wczoraj rozmawialiśmy, mówił… Przeciwległy brzeg jest daleko, nie da się tam łowić,
bo to ponad 130 metrów. David mówił, że używa się tu
dużo łódek zanętowych. Tak jest
na wielu łowiskach we Francji. Na palcach jednej ręki można policzyć
wędkarzy, którzy używają rakiety. Na mnie i na Toma działa to jak płachta na byka.
Na Harry’ego pewnie też. On kocha zarzucać przynętę rakietą. My łowimy tak, jak zawsze, rozrzuciliśmy zanętę
na niewielkim obszarze. Zarzuciliśmy kilka wędek. Nie wiem,
ile jest tu 30-kilowych ryb. Albo nawet ważących ponad 20 kilo.
Ale jest ich tu pełno. I nie osiągnęły takiej wagi,
zjadając dziesięć ziarenek kukurydzy. Nie ma szans. Witaj, lampasiku. Pokaż się. No i proszę. Wspaniały okaz. Spójrz tylko. Piękny lampas. Wspaniała ryba. Jestem zachwycony. Możesz mi pomóc, Lee. Wyzerowane? Włącz. Ile waży? 1,4 kilograma. Wciśnij zero. Nawet łuski ma idealne. 16 kilogramów. 16 kilo wspaniałego lampasa. Złowić taką rybę pierwszej nocy to naprawdę sukces. Cudowny okaz. Lee jest zazdrosny. Ale to naprawdę piękna ryba. Prześliczna. Bart już pierwszej nocy złowił rybę. Drugą stracił, trzecią może też. A więc trzy brania
w ciągu pierwszej nocy. To ekscytujące, bo niewiadomo, czego można oczekiwać pierwszej nocy. Ale drugiego dnia
wszystko się uspokaja, masz już swoją rutynę,
rozrzucasz zanętę. Wiesz, co i jak,
masz swoją miejscówkę. Wtedy dopiero
zaczynasz wędkować na serio. Minęła dopiero pierwsza noc,
a złowiliśmy rybę. Widać, że nęcenie rakietą działa. Nie trzeba nic innego. Jest tu pełno ryb. Jeśli jakaś podpływa i chce żerować,
pewnie będziesz miał branie. Tak naprawdę to nasz pierwszy dzień. Chłopaki porządkują swój sprzęt. Sprawdzają, czy wędki pozwolą im
łowić na sto procent. Ja mam wrażenie,
że już łowię na sto procent. Wczoraj znalazłem dobre miejsce,
blisko przeciwległego brzegu, chociaż jest dość daleko,
nie ma tam większych przeszkód. Na moim stanowisku
w wodzie jest kilka drzew. Dwa największe drzewa w jeziorze. Wczoraj trochę się przeszedłem. Ale trzymam się od nich z daleka. Myślę, że pod koniec tygodnia ryby znajdą się pod presją
i mogą uciec w to miejsce. Nie chcę od razu łowić
przy tamtym brzegu i obok najlepszych przeszkód. Najpierw spróbuję
złapać coś gdzie indziej. Tam pójdę, jak trudniej będzie łowić
i jeśli ryby tam będą. Nie lubię łódek zanętowych. Nigdy… Nigdy z nich nie korzystałem. Korzystałem z łódek wiosłowych. Ale nie czuję, że łowię na 110 procent,
kiedy używam łódki zanętowej. Do przodu. Mark próbuje sterować łódką zanętową. Ja zaraz… Trudno coś złowić. Zrobię to, w czym czuję się pewnie. Będę używał zanęty,
którą dobrze znam. Stosował zestawy i taktyki, które często pomagały mi coś złowić. Będę zarzucał z brzegu i łowił na niewielkiej powierzchni. Będę tam po prostu siedział. Nawet jeśli trudno będzie coś złapać, będę wiedział, że zrobiłem wszystko,
co w mojej mocy. Zacząłem zasiadkę
od sprawdzenia głębokości. Przeciągnąłem ciężarek
po twardym dnie, do miejsca, gdzie zaczyna się muł. Jest tu jakieś 2,6 metra głębokości. Reszta mojego stanowiska
ma głębokość 2,7 metra. Zacząłem tam, rozrzuciłem zanętę, zarzuciłem kilka wędek. Zacząłem od kukurydzy cukrowej, kilku garści robaków
i pokruszonych kulek Switch. Zestaw jak zwykle bardzo prosty. Prościej się nie dało. Na tym łowisku
nie wolno używać plecionek. Mam materiał Tapered Mono Leader. A potem klips Lead Clip. To łącznik gumowy Naked Tail Rubber
i Slik Lead Clip. Ciężarek o wadze 4 oz
łatwo może się odczepić. To przydatne przy takim dystansie
i bocznym wietrze. Kiedy zarzucam wędkę z klipsem,
zestaw trzyma się prosto, nie przekrzywia się na lewo
razem z wiatrem. I jeszcze tulejka antysplątaniowa,
Matt Coretex o wytrzymałości 15 lb. W kolorze gravelly brown, żeby pasowało
do koloru dna i jeziora. Haczyk Wide Gape Beaked Point numer 4
i na nim mały pozycjoner. 10-milimetrowy pop-up
ananasowo-bananowy. Nie używa się tu sztucznej przynęty. W grę wchodzą
tylko prawdziwe pop-upy. Te są wspaniałe. Powoli toną pod ciężarem haczyka. Bardzo dobrze pasują do darmowych przysmaków,
które jedzą ryby. I to wszystko. Na ten zestaw złowiłem rybę. Wspaniały początek. O czym mówię? Mówię właśnie, że lepiej mi idzie
z patelnią niż z wędką. Nie ma to jak przygotowywanie
parówek o 9.00 rano. Ćwiczysz przez 200 nocy w ciągu roku. Trzy parówki każdego ranka. Tylko 200 nocy? Przygotowuję 600 parówek rocznie. Jestem ekspertem od parówek. To prawda. Spokojna noc. Przyszedłem do strefy wspólnej, żeby moi niewolnicy
zrobili mi śniadanie. Lee miał przed sobą pełno ryb, a nic nie złapał.
Ma łowić tylko nocami, ale miał wędki w wodzie
dłużej niż inni. Powinienem był coś złapać. Bart im przeszkadza,
blokuje moją zatoczkę. Mark… Teraz moja kolej, Mark. Powinienem był coś złapać w nocy. Skakały wokół mnie
cztery wielkie ryby. Ale nic nie złowiłem. We dwóch złowiliśmy osiem ryb. Nie śmiej się. Nic im nie powiem. Mózg się przepala. Ciągle je łapię i wypuszczam. Pomieszam im w głowie. Tom nie odpuszcza. Wydaje mu się, że jest na B1. Mamy dobrą pogodę. 14 stopni, wiatr południowo-zachodni,
listopad, ciśnienie 998 hPa. Bzdury. Próbujemy złapać karpia,
ale nic z tego. Bart złowił rybę pierwszej nocy. Mamy tę samą strategię. Ustaliliśmy,
że będziemy jej tu używać. Myśleliśmy, że zarzucimy trzy wędki i spędzimy tu
wspaniały wędkarski tydzień. Gdy drugiego dnia nic nie złapaliśmy, przyznam, że trochę spanikowałem. U siebie dużo tak łowimy. Ale drugiego dnia
nic się nie zdarzyło, więc spanikowaliśmy
i zaczęliśmy działać pochopnie. To nasza druga noc nad Ribiere. Trudno się łowi. Bart złapał jedną rybę
pierwszego ranka. Pięknego lampasa
o wadze 16 kilogramów. Nikt inny nic nie złowił. Jestem teraz na drugim stanowisku, mój tata łowi na pierwszym. Powinno tu być dużo ryb. Kilka widziałem. Rano zacząłem
od szukania dobrego miejsca. Zanęciłem je rakietą,
zarzuciłem tam dwie wędki. A jedną zarzuciłem obok. Ale na razie nic z tego nie wyszło. Przyszedł młody Francuz, Julian. Trochę nam doradził. Łowi tu od lat. Zna to jezioro jak własną kieszeń. Powiedział, że trzeba łowić
przy przeciwległym brzegu. Łowi się tu tylko z jednego brzegu, więc przy drugim brzegu
ryby mają spokój. Tak więc zmiana planów. I zmiana podejścia.
Będę łowił przy drugim brzegu. Tam, gdzie jest trochę płyciej. Mamy tu jakieś trzy i pół metra.
Przy tamtym brzegu głębokość zmniejsza się
do około metra, aż robi się za płytko,
żeby prezentować przynętę. Można obejść całe jezioro. Wezmę tę bezprzewodową
echosondę Fishfinder. Wędkarze często przyczepiają ją
do łódki zanętowej. Ja nie wziąłem ze sobą łódki. Dlatego po prostu się z tym przejdę. Niektórzy uważają, że to oszustwo,
ale według mnie to daje przewagę. Jesteśmy tu tylko przez weekend. Nigdy wcześniej tu nie łowiłem. Nie chcę wracać do domu,
nie złapawszy żadnej ryby, pełen żalu, wiedząc, że gdybym to wykorzystał,
mógłbym coś złapać. Dlatego wezmę tę echosondę, ten mały ekranik,
i przejdę się na drugi brzeg. Mam nadzieję, że znajdę parę ryb
i miejsce na zarzucenie wędki. Czas na mały spacerek. Przeszedłem się po drugim brzegu,
wykorzystałem echosondę. Znalazłem miejsce,
gdzie głębokość jest 2,4–2,7 metra. Zarzuciłem marker z tamtego brzegu. Stąd dobrze go widzę. Wziąłem wędkę i zestaw. Teraz to zarzucę. Bart jest na drugim brzegu. Mam go na głośnomówiącym. Powie mi, jak daleko od markera zarzucę. Będę zarzucał kilka razy,
a on będzie mi mówił, gdzie zarzucać. Założę linkę na klips i zarzucę wędkę,
a potem rozrzucę tam trochę zanęty. I to tyle. To taka zmiana planów. I zmiana taktyki. Mam nadzieję,
że się opłaci i coś złowię. Do roboty. Mógłbym tym
zrzucić orangutana z drzewa. Wygląda to nieźle. Za mało. O ile? Przynajmniej długość półtora kija. Dobra. Prawie zgadłem, to jakieś 140 metrów. Spróbuję teraz. Będzie dobrze. Będzie dobrze. Potraktuję tę wędkę jak frytki
– będzie szybko i ostro. Gotowe? Wędka jest
dokładnie na poziomie markera, ale za bardzo na twoje lewo,
o długość kija. Dobra. One tam są. Mam stary dobry przypon 360. David, właściciel, mówił,
że ryby są tu pod dużą presją. Znają różne zestawy. Widziałem, jak się łowiło
na ten zestaw nad jeziorem Wraysbury. Jeśli tu też go użyję, myślę, że będę miał duże szanse
na złapanie ryby, jeśli pojawią się tam,
gdzie rozrzuciłem zanętę. Łowię bezpośrednio na lince Exocet
o wytrzymałości 20 lb. Dalej mam Naked Tail Rubber i klips, który uwalnia ciężarek,
i krętlik Kwik Change Swivel. Na przyponie 360 mam haczyk
Medium Curve Shank numer 7, krętlik łożyskowany numer 11
i Matt Coretex o wytrzymałości 35 lb. To bardzo sztywny materiał. Dzięki temu, kiedy zarzucam zestaw
na takie dystanse, wiem, że się nie zaplącze, a przynęta
będzie dobrze zaprezentowana. Na haczyku mam żółtego pop-upa.
Daję do mieszanki kukurydzę cukrową. David, właściciel, powiedział,
że tutejsze ryby to lubią. Poszedłem za jego radą,
używam żółtego pop-upa tak przyciętego,
żeby ładnie i powoli tonął. Jest neutralnie wyważony,
więc kiedy ryba podpłynie, wciągnie to
i przypon wystrzeli jej w pysku, przekręci się, haczyk się wbije. A ja złowię jakiś francuski okaz. Drugiego dnia zwątpiłem w siebie. Bart złowił rybę w płytkiej wodzie.
Może też powinienem się przenieść? Spanikowałem i zmieniłem taktykę. Przeniosłem się w płytsze miejsce. Posiedziałem tam, pogadałem z tatą. A tu nagle tata miał branie
na ponad czterech metrach głębokości. Chyba lepiej nie przenosić wędek. Wczoraj, kiedy się zbieraliśmy, ryby bąblowały
na naszych stanowiskach. Dziś rano
postanowiliśmy się nie przenosić. I mamy branie. Właśnie mocowałem zestaw,
żeby go zarzucić. Ale wierzę, że są tu ryby. Wystarczy, żeby dwie czy trzy
zaczęły żerować w okolicy i rywalizować,
a któraś połknie przynętę. Jeśli gruby dzieciak
często przechodzi obok McDonalda, w końcu wejdzie do środka. To duża rybka. Nie znam się na takich olbrzymach. Jest naprawdę duża. Waży ze 25 kilo. Chyba nigdy takiej nie widziałem. Jest ogromna. Naprawdę duża. Dobra. Brak mi słów. Będzie ci łatwiej
zmontować film, Harry. To prawda. To ogromna ryba. Jest bardzo duża. Dobra. Pierwsze branie na tym wyjeździe. 10,8 kilo, a nadal leży na ziemi. 23,6 kilo… 24 kilogramy. Nieźle. Dobra robota. Tylko spójrzcie. Moja pierwsza ryba na tym wyjeździe.
Waży 24 kilogramy! Ostatnie trzy dni były frustrujące. Zeszłej nocy widziałem ze 200 spławów ryb
po tej stronie jeziora. Nic nie brało,
ale nie zwijałem sprzętu. Postanowiliśmy zostawić wędki
w zanęconym miejscu. I przed obiadem miałem branie. Jestem przeszczęśliwy. Myślę, że na początku było trudno, nie ze względu na naszą taktykę
czy nasze zdolności. Mam pewną teorię. Na tych stanowiskach
w zeszłym tygodniu dwóch gości łowiło przy użyciu łódek zanętowych. Nie chcę dyskutować
o zaletach i wadach łódek. Kiedy nie ma brania, ludzie we Francji
często popełniają błąd i ciągle zmieniają miejsce,
w którym nęcą. Jeśli nic nie złowią
przez pierwszą dobę, przenoszą się. Myślę, że na tym stanowisku
było pełno zanęty. Małe kupki zanęty tam,
gdzie wyrzuciła je łódka. Co wieczór widzieliśmy tu pełno ryb. To była rzeź. Duże ryby skakały po całym jeziorze. We wtorek wieczór, a już na pewno w środę wieczór, ryby wyjadły większość zanęty. Wtedy przypłynęły tu,
gdzie my rozrzuciliśmy zanętę. I zadowoliły się tym. Ich los był w naszych rękach. Wtedy stwierdziłem, że muszę wrócić
do swojej sprawdzonej taktyki. Zarzucić wędki tam,
gdzie jest zanęta. Wszystkie kupki zanęty,
które zostały tu z poprzedniego tygodnia,
zostały zjedzone. Wtedy ryby mogły żerować
tylko w jednym miejscu, tu, gdzie zarzuciliśmy przynętę. Za nami pełen emocji poranek. Oto zestaw, na który złowiłem tę rybę. Przez pierwszą dobę łowiłem
na małe brązowe pop-upy. No ale to… Nie pokazywały się żadne ryby. Zero brań, zero obcierek, nic. Dziś rano zdecydowałem się
na zestaw z kukurydzą. Po prostu umieściłem kawałeczek żółtej pianki
jako stoper na krętlik. Mam trzy ziarna prawdziwej kukurydzy. Ze względu na tutejsze zasady
na sztuczną przynętę nałożyłem Mainline Topper
dla lepszej wyporności. To umocowane jest
na wzór zestawu multi-rig do nowego haczyka
Beaked Point Stiff Rig numer 5. Do tego przymocowany jest
Camotex Semi Stiff. Węzeł oklejam pastą, żeby był nieco cięższy. Kiedy ryba połyka przynętę, większy ciężar sprawia,
że lepiej się zacina. Otulina jest tutaj zgięta, mam kąt około 90 stopni. Dzięki temu zestaw
zachowuje ruchomość w pysku ryby. Dalej mała kulka z pasty, żeby przytrzymać to wszystko. Na końcu wolframowa
tulejka antysplątaniowa. To też wszystko przytrzymuje. Na samym końcu pętelka, żeby łatwiej było
wymienić elementy zestawu. To zwykły system z klipsem Lead Clip. Na łowisku
nie wolno stosować ledkorów. Dlatego wybrałem system Lead Clip,
Naked Tail Rubber i koniczną linkę główną,
która jest bardzo ciężka na końcu. Dlatego tonie
i dlatego nie używam tulejki, tylko łowię bezpośrednio na lince. No i to tyle. To mój czwarty dzień
z zarzuconą wędką. Jakieś 110 metrów dalej jest most. Nęciłem tam przez trzy dni i nic. Tej nocy przeniosłem się z wędką. Wcześniej łowiłem
na trzech metrach głębokości. Teraz łowię bliżej brzegu,
na dwóch metrach. I mam branie. Mam szczęście. Jest tu tyle wielkich ryb. Niewiele jest takich poniżej 15 kilo. Kolejny lampas. Piękny. Spójrzcie tylko! Wspaniała ryba. Waży na pewno powyżej 15 kilo. Przepiękna. A jakie ma łuski! 17,9 kilo. 17,9 kilograma. Wspaniały wynik. Włożymy ją
do siatki i z powrotem do wody. Przygotujemy aparat
i zrobimy parę fotek. Włóż ją do siatki. Mam nadzieję, że nadal żerują. Zarzucę z powrotem wędkę. Tom jest po mojej prawej. Zarzuci ciężarek na ten brzeg.
Mam nadzieję. Leci. Jest. Tu jest zestaw. Mam torebkę kukurydzy, nowy przypon
i kulki proteinowe w kieszeni. Teraz zrzucę to z mostku. Ta bramka nie oznacza,
że łamiemy zasady. David ma dwoje małych dzieci i nie chce, żeby tu wchodziły. Mocuję zestaw. Bez okularów. Sprawdzam,
czy ruchomość jest zachowana. Nieco większa pętelka przy trzonku. Kiedy przynęta tak leży, może przesuwać się
na pętelce, wzdłuż trzonka. Teraz spuszczę, trochę dalej. Tutaj miałem branie,
między czwartą a piątą belką. Przesunę ciężarek. Dno jest muliste, ale nie ma liści. Przesunę ciężarek do przodu, żeby oddzielić go od zestawu. Gotowe. Dobra. Kilka kulek. To nowy prototyp do Mainline. Chyba działa. Kilka pokruszonych. Pół torebki kukurydzy. Teraz szybko wracam do wędki,
trzymam linkę napiętą. Hangar. Nie oddam im ani centymetra. Nie chcę, żeby zeszły na dół. Piękny lustrzeń z Ribiere. Złapany na przynętę zarzuconą w miejscu,
gdzie nęciłem od czterech dni. Nie wiem, czy wcześniej ryby
nie odwiedzały tego miejsca. Pewnie odwiedzały.
Nie przeniosłem się. Nie chciałem nęcić w innym miejscu i pozwolić, żeby gdzieś odpłynęły. A oto rezultat. Jestem przeszczęśliwy. Zaraz ją wypuszczę. Na każdym łowisku dostępny jest zestaw
produktów ochronnych dla ryb. Przemyję rankę
środkiem antyseptycznym. Wmasuję trochę. I tu w kąciku, gdzie wbił się haczyk. Trochę antyseptyku. Na to propolis w sprayu. Żeby ranka się zagoiła. Kącik ust. Odczekam chwilkę, żeby propolis wszystko pokrył. Zrobione. Teraz go wypuszczę. To moja czwarta noc tutaj. Zanęciłem miejsce oddalone stąd o jakieś 155 metrów. Zachowuję odpowiedni dystans. To jakieś 110 metrów,
30 długości kija, dno łożyska rzeki. Właściciel łowiska powiedział,
że ryby patrolują to miejsce. Szczerze mówiąc,
jestem dość sfrustrowany. Nęcę, łowię i nic. Ryby spławiają się tuż obok, bąblują. Olewają mnie. Rano około 10.00 miałem branie, ale po krótkiej walce
ryba się urwała. Znowu zarzuciłem wędkę. Dwie wędki z powrotem w wodzie.
Rozrzuciłem zawartość pięciu rakiet. Minęło kilka godzin
i znów mam branie. Tak więc… Mam nadzieję,
że tym razem wynik będzie inny. I że złowię
moją pierwszą rybę z Ribiere. Muszę się teraz skoncentrować,
dać z siebie wszystko. Dobra. Super. Dzięki. To pokazuje, że kiedy łowi się
nad takimi łowiskami, dobrze jest
przez jakiś czas nic nie robić. To frustrujące, bo jest tu pewnie ponad 200 ryb ważących ponad 18 kilo. Kiedy skaczą dookoła, ale żadnej nie udaje się złapać,
zaczynamy się zastanawiać, czy w ogóle złowimy jakiegoś karpia. Trzeba trzymać się
sprawdzonej taktyki. Nie zmieniać niczego. Łowić tak samo, jak w Anglii. Zacinać ryby, holować je i lądować. Rano straciłem rybę. Wiecie, co czuję. Zastanawiałem się, czy robię coś źle,
czy mam zły zestaw, czy jest źle zaprezentowany. Ale to bez znaczenia, czy łowimy we Francji, czy w Anglii.
Trzeba łowić tak, jak zawsze. Cierpliwość popłaciła. Wygląda na dużą. 21,8 kilogramowy karp z Ribiere. Mamy środę,
to mój czwarty dzień tutaj. Łowiłem ciągle
w tym samym miejscu i nic. Ryby spławiały się tuż obok. To było dołujące. Wcześniej straciłem rybę,
potem dorzuciłem trochę zanęty i złapałem ten wspaniały okaz. Niewiarygodne! Wędki znowu zarzucone. Tam, gdzie złowiłem tę rybę. Kilka dni temu
postanowiłem łowić na dystansie. Myślałem, że to dobry pomysł. Bart złowił rybę
na głębokości 2–2,5 metra. Też tego próbowałem. Chyba spanikowałem. Zarzuciłem tam wędki, myśląc, że może tam żerują i że tam powinienem łowić. Wcześniej łowiłem
na głębokości ponad 3,5 metra. I nic nie złapałem. Po prostu spanikowałem. Wczoraj stwierdziłem, że zawsze zarzucam trzy wędki
w zanęconym miejscu i coś łapię. Więc wróciłem tu z wędkami, założyłem linkę na klips,
zarzuciłem je. Nie mówię, że tam nie miałbym brania. Pewnie też bym miał. Ale nie przyjechałem tu,
żeby potem wracać do domu, myśląc, że gdybym zarzucił tu trzy wędki, poszłoby mi lepiej,
niż kiedy mam tu tylko jedną wędkę, a dwie zarzucone jak najdalej. Zarzuciłem je znowu tutaj
i rano miałem dwa brania. Kiedy dotarliśmy nad jezioro,
wiatr był mały. Przynieśliśmy robaki,
kulki proteinowe, kukurydzę cukrową
i trochę innych ziaren. Dodałem robaki do mieszanki,
i kukurydzę, i trochę innych ziaren. Rozrzuciłem je rakietą.
Ale w czasie zasiadki wiatr się wzmógł
i pojawił się prąd. Więc wyjąłem robaki z mieszanki i wróciłem
do starej dobrej kukurydzy cukrowej. Właściciel łowiska, David, mówił, że wielu Francuzów
używa tu zwykłej kukurydzy. Wziąłem ze sobą
dużo kukurydzy cukrowej. Według Davida to świetna zanęta. Dlatego rozrzucam teraz
tylko kukurydzę cukrową. Podrasowałem to nieco
Cloudy Manilla Liquid. To orzechowo-karmelowy płyn. Moim zdaniem świetnie się komponuje
z kukurydzą cukrową. Rano rozrzuciłem
zawartość czterech czy pięciu rakiet. Do tego nieco Manilla Liquid.
I zarzuciłem w to miejsce wędki. Jak uznam, że trzeba, dodam zanęty. Zwykle często to robię. Ale na razie niewiele się dzieje. Rozrzucam znowu
zawartość czterech czy pięciu rakiet wieczorami, przed pójściem spać,
co się opłaciło. Zostało nam kilka nocy. Mam nadzieję,
że ryby już się uspokoiły i że wyjadły całą zanętę, która została na tym stanowisku
z zeszłego tygodnia. Mogą teraz żerować w jednym miejscu. Mam nadzieję, że skuszą się na zanętę i złowię jeszcze parę ryb. Obudziłem się właśnie
z 12-godzinnej drzemki. Bartowi udało się
złapać rybę pierwszej nocy, ale w ciągu następnych nocy
niewiele się działo. Można się było wyspać. Ostatniej nocy widziałem tu dużo ryb. To frustrujące.
Co noc wracamy tu z tatą po napiciu się herbatki
i siedzimy tu. Czasem słyszymy,
jak mnóstwo ryb skacze. Naprawdę jest ich tu pełno. Wczoraj rano o tej porze
tata miał branie. Harry przyszedł z kamerą. Miał nadzieję, że coś nakręci.
Kiedy tylko się pojawił, ryba się zerwała. Podobno ryby bąblowały.
Nie widziałem tego. Leżałem w łóżku. Ale u mnie też bąblowały
prawie każdego ranka. To środkowa z trzech wędek. W samym środku zanęconego miejsca.
I mam branie. Muszę się skoncentrować,
bo już czwartek, a w czwartki we Francji
łowi się duże ryby. Chcę takie złapać,
więc muszę się skupić. Tata przygotował już swoje wodery. Mam nadzieję,
że ujrzymy kolejnego karpia. Branie! Nie ta ręka. To będzie wyzwanie. Nieźle pociągnęła, nie? Myślałem, że to ty się wygłupiasz. Tyle się naczekaliśmy. Odradzano nam zarzucanie
dwóch wędek w jednym miejscu. I trzech też. A tu mamy trzy na jednym miejscu. Tę holuję od 20 minut. A tata musi holować rybę drugą ręką. Przerwa. Pewnie nigdy
nie widzieliście czegoś takiego. Scott przełoży mi rączkę
na drugą stronę. Próbujemy. Jeśli upuścimy którąś część… Nawet tak nie mów. Nie wiem, co się wtedy stanie. Na szczęście ryba płynie w tę stronę. Zobaczymy. Udało się? To jak postój podczas wyścigów F1. Dobra. Czuję się, jak naganiacz karpi. Naganiacz? Tak. Pomagam mu z woderami, pomagam mu z kołowrotkiem. Takie rzeczy robi się
na początku filmów pornograficznych. Tak się przygotowuje
aktorów do akcji. Ale się nadotykałem jego ud, a on się nie kąpał od pięciu dni. Pewnie tak czuła się Zoey
na ich pierwszej randce. Nie zapomniałeś, jak to się robi? No co ty. Zwłaszcza tutaj to się przyda. Gdybyś zapomniał,
tobyś teraz nie łowił. Łowisz od 65 lat
i nadal świetnie ci idzie. Nie widzę, co się dzieje. Spróbuj dołem. Jest! Udało się. Super. Jest w podbieraku. Mamy jedną rybę w podbieraku. Jak holowałem rybę,
miałem branie na drugiej wędce. Tata zaczął ją holować,
ale musiał zrobić w trakcie przerwę na przełożenie rączki kołowrotka. Jest w wodzie, zaraz go złapiemy. Wchodzę. Mam nadzieję,
że mój staruszek wyląduje tę rybę. Wchodzę. Dawaj. Powoli. Dobra. Okej. Mówiłem, że druga wędka
to większa ryba. Szczerze mówiąc… Podwójne branie. Oddałem ojcu tę rybkę.
Cieszę się z tego. Naprawdę bardzo się cieszę. To niewiarygodne. Wydaje mi się… Wiem, że ta waży koło 20 kilo. Ta musi ważyć ze 28 kilo. To największy karp,
jakiego widziałem w podbieraku. Wyciągnij go. Chcę go zważyć. Jest ogromny. Nie patrz, my z Bartem go zważymy. Przejdź tam. No, dalej. Tak, około 28 kilo. Zdecydowanie. 28 kilogramów… 28,3 kilograma. Dobra robota. 28 kilo. 28 kilogramów! Spisałeś się. Udało się staruszkowi. No cóż… Tak zaczynał się
każdy fragment nagrania. Właśnie mieliśmy podwójne branie. Jeszcze nie ważyliśmy mojej zdobyczy. Szybko wrzuciłem ją do siatki. Scott się nią zajął.
Ale potem się jej przyjrzałem. Waży pewnie ze 23 kilo. Jak ją holowałem,
miałem branie na drugiej wędce. Tata wylądował rybę
ważącą 28,3 kilograma. Po to tu przyjechaliśmy. Znowu zarzuciłem wędki. I na to pięć razy
wyrzuciłem zanętę rakietą. Udało mi się wcisnąć w te wodery. Możecie podziwiać efekty. No i znowu mam branie. Nie wiem, co powiedzieć. Będę teraz holował tę rybę. Mam nadzieję, że się uda. Na tym etapie ryba jest bardzo daleko. Wydaje się ogromna,
ale w tym jeziorze trudno złapać coś,
co nie jest ogromne. Ryba jest w odległości
około 110 metrów od brzegu. Wydaje się bardzo ciężka,
ale powoli się zbliża. Teraz powinienem
wzorem Morrisa zacząć płakać. Ale nie wiem, co powiedzieć. Przyjeżdżając tu,
niewiele wiedzieliśmy. Pogadaliśmy trochę
z ludźmi na Facebooku. Dowiedzieliśmy się trochę
o tym łowisku. I co tu można złapać.
Przed wyjazdem zawsze myślę sobie:
„Chciałbym tam przyjechać i złapać największą rybę”. Minęły cztery noce, a tylko Bart
złapał ważącą 16 kilo rybę. Zacząłem myśleć, że może to zła pora roku. Ale wystarczyło trochę cierpliwości. Minęło parę dni i widać różnicę. Tata zaczął dobrą passę,
łowiąc 24-kilowy okaz, a potem 18-kilowy.
A ja siedziałem na stanowisku obok. Nie ukrywam, że to chyba najlepsze stanowisko.
Siedziałem tam co noc. Ryby skakały dookoła.
Czułem frustrację. Ciągle zmieniałem strategię,
zarzucałem wędki tak daleko, jak się dało. Ale w końcu wróciłem do miejsca, w którym nęciłem od początku.
Zawsze tak robię. Kiedy przyjeżdżasz w takie miejsca… Jeśli łowisz, stosując jedną taktykę w Anglii, i jedziesz gdzieś daleko, nie musisz łowić zupełnie inaczej. Ja używałem tych samych zestawów, tak samo nęciłem, rakietą,
często i po trochu, i opłaciło się. No i proszę. Wspaniała wycieczka. Tata nauczył mnie
wszystkiego, co wie. Cztery lata temu
wyprowadziłem się z domu. Nie będę tu teraz
opowiadał swojego życia. Ale nie łowiłem z nim
od sześciu czy siedmiu lat. Fajnie, że mogłem
spędzić te chwile razem z nim. Mój karp waży 23 kilo,
tacie udało się złapać 27-kilowego. Wspaniałe zakończenie fantastycznej wyprawy. Spójrzcie tylko. Tak wysoko go nie podniosę. Dobra. Żegnam się z moim 23-kilowym karpiem. Dziękuję. Dobra robota. Czas na herbatkę. Uczcijmy to po angielsku. Kanapka z bekonem? Jezu. Gdyby mój znajomy
chciał tu przyjechać, radziłbym mu,
żeby trzymał się sprawdzonej taktyki nawet jeśli nie złapie nic
przez pierwsze 24 godziny albo nawet 48 godzin. Wiesz, co działa, jesteś karpiarzem,
złapałeś już mnóstwo karpi. Trzymaj się tego, co wiesz.
Karp to karp. Możesz najwyżej
dokonać drobnych modyfikacji. Łowisz większe ryby, pewnie łowisz na większym dystansie, ale nie musisz
zmieniać całej taktyki, żeby złapać karpia we Francji. Łowiąc w takich miejscach… Nie łowiłem wcześniej
we Francji w jeziorze, w którym było mnóstwo dużych ryb
i mogłem być prawie pewny, że złowię coś dużego. Podobało mi się to. Łatwo mówić, bo złowiłem rybę. Ale nawet kiedy tylko o tym słyszysz, masz chęć przychodzić tu co rano, zarzucać wędkę
i sprawdzać, czy wszystko działa. Kiedy masz branie… Wczoraj straciłem niezłą rybę. Ale kiedy ryba jest w podbieraku, możesz o wszystkim zapomnieć. To niezwykłe miejsce. Fantastycznie było budzić się
w tak idealnym miejscu. To świetne zakończenie fantastycznego weekendu. 18,4 kilograma.
A taty – 18,3 kilograma. Na początku było ciężko,
ale udało nam się wylądować 11 ryb. Najmniejsza ważyła 15,9 kilograma,
największa ponad 28 kilo. Było też kilka okazów
powyżej 22 kilo. Wspaniałe miejsce,
świetny właściciel. Mamy nadzieję,
że obejrzeliście to z przyjemnością. My z przyjemnością to kręciliśmy. Wspaniałe zakończenie
ciężkiego tygodnia. To już wszystko na tej płycie. Mamy nadzieję,
że filmy Wam się spodobały i wykorzystacie niektóre wskazówki
podczas wędkowania. Do zobaczenia.

87 thoughts on “***CARP FISHING TV*** EDGES VOLUME 5!”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *